Ranny ptaszek?

Czwartek, 5:30 rano dzwoni, budzik. Oj ciężko sie dziś wstawało.. Na szczęście cały outfit, buty i wszystkie gadżety przygotowane wczoraj wieczorem nie pozostawiły mi pola na rozmyślania typu: iśc czy nie iść. Iść! Kropka.

Miałam wyciągnąć mojego Bałżeja, ale z nim to dopiero jak z kulą u nogi… (przynajmniej dziś rano) Chyba póki co, nie jest wystarczająco zmotywawany;) Nawet sierpniowym Maratonem Karkonoskim, na który się juz zapisał, a nie robi NIC w tym kierunku.. Ehh, Blażej i jego bieganie,  to już temat na inną historię:))

Dziś w planie było 1.5km + 8km@LT (dla mnie 5:35-5:53) + 1.5km. Poczatek –  tragedia!!! Oj, trzeba ciało przyzwyczaić do wczesno-porannego ruchu.. Jednak wbrew przewidywaniom nie uciakłam do domu i niekoniecznie wyszło, że ciężki poranek = ciężki bieg 🙂

Było super! Zszokowałam sie, że jestem w stanie przez 8km utrzymac tempo ok 5:44 i nie umrzec po drodze!! Wrecz przeciwnie:)))))))))

Być może powinnam się całkowicie przestawić na poranne treningi? Ostanie kilka razy było naprawde fajnie. Tylko troche szkoda mi Bagiry, bo chłodny poranek to też jej ulubiona pora spacerowania z rana..

A tak w ogóle to w niedzielę biegnę Półmaraton Grodziski i tak się zastanawiam czy dam rade pobiec w okolicy 2h…

Advertisements