Nie będzie Maratonu w 2011

koniec

Z różnych przyczyn, ode mnie zależnych i niezależnych, nie pobiegne w tym roku Martonu we Wrocławiu, ani innego w 2011 roku. Nie chce wnikać w szczegóły, nie czuje sie też wystarczajaco przygotowana na to zadanie. Oczywiscie, jest mi przykro, ale zdania raczej nie zmienię.

Co dalej?

co dalej?

Przeciez blog powstał w celu dokumentacji moich przygotowań maratońskich.. Dalej więc, bedzie to wszystko co mieści sie w kategorii and more, bo przeciez nie samym 42 km człowiek żyje.

Done and done.

Dwadzieścia? Zaliczone! I o co było tyle płaczu? 20 km. 2:02h. Średnie tempo: 6:06 min/km (powinno być wg planu 6:03 + 6sek).

20 km - zaliczone

Teraz mrożę kolana, bo ostatnio po 16-stce pobolewały. Dziś nie zdążę już pełnej mrożonki w wannie zrobić;)

20 km - zaliczone

Z cyklu „przemyślenia po biegu”:

Tempo maratońskie – jakie powinno być?

Komfortowe? Lajtowe? Dla mnie wcale takie nie jest na 20-stu km. A co dopiero będzie na 42???? Może 4:15h w Maratonie to nie dla mnie?? Jeszcze nie teraz?

20 km - zaliczone

Czego nauczyłam się po swoim pierwszym Maratonie

Dziś jest szczególny dzień. 11 sierpnia*. Równo za miesiąc pobiegnę w swoim drugim Maratonie. Z tej okazji postanowiłam przypomnieć sobie te piękne i mniej piękne chwile i spisać ewentualne wskazówki, dla tych co na królewski dystans się porywają po raz pierwszy.

Maraton

A było to.. 3 lata temu. Tak właśnie! Aż 3 lata zajęło mi przygotowanie się, raczej to mentalne, do podjęcia kolejnej próby zmierzenia się z dystansem Maratonu. W międzyczasie podejmowałam ze 2 próby podejścia do planów (po kilka tygodni), za każdym razem strach mnie obleciał i się wycofywałam. Oczywiście w międzyczasie zaliczyłam kilka połówek czy mniejszych zawodów, kilka przerw w bieganiu itp.

Przed moim pierwszym Maratonem (<– widzicie ten respekt dla przeciwnika!!) biegałam raptem kilka miesięcy. Czyli biegowy żółtodziób. Miałam za sobą tylko jedne zawody: półmaraton w Poznaniu (marzec 2008) kiedy to biegałam tylko i wyłącznie na bieżni na siłce (jakaś masakra), paliłam fajki, a czipa na starcie schowałam w kieszeń, no bo gdzie (hmm.. z kolegą, z którym startowałam lekko nie doczytaliśmy regulaminu). Jak widać daleka droga za mną..;PP

Nauczkę swoją dostałam na trasie.  Oj tak! W porównaniu do tego co wiedziałam startując w 2008 roku, teraz jestem biegowym omnibusem:)))

To wyliczamy:

1. Nie liczy się czas

czas

Startując w swoim pierwszym maratonie stawiałam sobie pewne cele dotyczące czasu. Po cichu liczyłam na 4:30h, no może 4:45h. Czemu akurat tyle? Nie wiem. Przecież zielonego pojęcia nie miałam o tak długim dystansie. Ba, nie robiłam długich wybiegań, tylko klepałam km ile wlezie, tak aby tygodniowy kilometraż był jak największy. OMG!!! Pierwszy maraton powinno się biec „na zaliczenie”, a już na pewno bez wygórowanych wymagań. Będą jeszcze kolejne maratony, które można pobiec na czas!!!

2. Długi biegi to konieczność

Ściana

Jak powyżej. Jak inaczej poznać swój organizm i jego reakcję na taki dystans i takie obciążenie?!? Oczywiście spotkałam sławetną ścianę już na ok 25-tym km. Oj, bolało! Strasznie wszystko bolało, miałam dość, ale nigdy, ani razu nie pomyślałam, że mogę zejść czy iść do domu. Chyba tylko dzięki temu ukończyłam! Czas na mecie: 4:54 h. Długie treningi bywają męczące i nudne, nie zawsze chce się „tracić” pół dnia na klepanie km, ale te biegi właśnie przygotowują nas na to co czeka na starcie. Jak widać w 2008 nie było to takie oczywiste dla mnie;) Wstyd się przyznać, ale biegałam zupełnie bez ładu i składu. Po kilka km, czasem rano i wieczorem, tak aby kilometraż tygodniowy był maxymalny! Często zmęczona i znudzona klepaniem km zmuszałam się do wyjścia, cross treningów chyba w ogóle n ie było;/ Tu przydają się też plany treningowe pod maraton. Wtedy wydawały mi się dla profesjonalistów, więc nawet nie próbowałam ich robić. Kolejny błąd!

3. Tylko sprawdzone picie i jedzenie

jedzenie

Kolejny punkt w którym poległam na całej linii!!! Nigdy wcześniej nie jadłam żeli energetycznych, na biegach nie piłam specyfików czy oranżadek-odżywek. Chyba nawet nie zdarzyło mi sie jeść w czasie biegu!!! Na Maratonie jadłam żele, piłam izotoniki, a jakże.. I tak w połowie trasy mój żołądek był już tak wykończony trawieniem chemii, jak moje nogi – biegiem.  Tym razem oczywiście biorę tylko to co testowałam na treningach: żele xenofit + woda, ewentualnie sezamek, bo też całkiem ok wchodzi na biegu;)

4. Tappering

Odpoczynek

Jaki tappering? Co to w ogóle jest? Ta.. Odpoczynku chyba w ogóle nie zaznałam przed startem wydawało mi się, że trzeba biegać do końca, żeby nie „wyjść z wprawy”. Błąd! Dwa do trzech tygodni odpoczynku trzeba zrobić, zmniejszyć kilometraż, wyluzować, nabrać prawdziwej ochoty na wielkie bieganie!!! Jak głosi stare porzekadło: lepiej być na stracie  niedotrenowanym niż przetrenowanym. Święta prawda.

5. Czasem lepiej odpuścić

Odpuścić trening, kiedy na prawdę jest się zmęczonym, albo totalnie nie ma się ochoty. Zauważyłam, że jak dam sobie luz (np. jak mam ciężki dzień w pracy) to kolejny trening jest o niebo lepszy. Nie chodzi mi tu o obijanie się, ale coś w stylu: „mierz siły na zamiary”. Jak nie jestem w formie to nie bedę biegać 50 km tygodniowo i jeździć na rowerze i naginać na siłkę 3x w tygodniu, jednocześnie spędzając 9 godzin w pracy, bo to posta droga do szybkiego wypalenia się. Aktualny plan wg FIRSTa zaczynałam w nie najlepszej kondycji, wiec i cross treningów było mało. Po 2 miesiącach widzę znaczny progres i mam więcej siły na „dokładanie” dodatkowych jednostek treningowch.

6. Nie tylko bieganie

Exercise and weights

Może to dla niektórych biegaczy herezja co powiem, ale uważam, że nie samym bieganiem warto przygotowywać się do Maratonu. Nie tylko ze względów fizycznych, ogólnorozwojowych, ale i korzyści dla głowy. Treningi „odpoczynku” od biegania powodują większą chęć na te biegi, które mam w planie.  Ja stawiam na Jogę i siłowe. Tylko czemu ciągle brakuje mi czasu, żeby to robić?!!!!

6. Ciesz się przygotowaniami!

maraton wrocławski 2008

O ile więcej radości sprawia mi przygotowanie do Maratonu tak jak teraz to robię, niż w czasie poprzednich moich prób podejścia. Owszem, miewam czasem dość, ale nie mam takiego przesytu jak kiedyś. Przyzwyczaiłam się do rutyny treningów i organizacji czasu pod treningi (hmm.. dziwak!). Autentycznie cieszą mnie kolejne zrealizowane tygodnie i ciesze się na to co będzie! Dzięki blogowi będę mogła spojrzeć wstecz jaka to długa droga była.. Już dokładnie 2/3 za mną!!!! Pozostał jeszcze aż i tylko jeden miesiąc!!!
Łapie mnie w dołku jak sobie bardziej pomyślę..

7.”Pain is temporary, glory is forever”

Medale maratońskie

Na ten temat wypowiem się hmm.. za miesiąc. Poprzedni Maraton pozostawił po sobie jednak sporo strachu przed tym dystansem. jestem dumna z tamtego biegu, ale z tego będę jeszcze bardziej:))))

* ten post miał się pojawić kilka dni temu. Od wczoraj zbieram się na 20-stkę, którą mam w planie i wyjść z domu nie mogę.. chyba obleciał mnie strach, że Maraton już TUŻ TUŻ..

Tydzień 01.08 – 07.08

I pierwszy tydzień sierpnia za nami. Ani się obejrzę i trzeba będzie szykować się na Stadion Olimpijski na start  29. Maratonu Wrocławskiego!!! Niewiarygodne jest tez to, że 11 tygodni wytrwałam w planie (no, na 95%), a zostało już tylko 5!!! Z czego 2, max 3 tygodnie trzeba przycisnąć, a potem już tylko taper:)))

First - tydzien 7
Tydzień 6

Pon Key Run Workout #1 9 km
Wt BodyPump (1:00h)
Śr Key Run Workout #2 13 km
Pią Key Run Workout #3 27 km
Sob  Karkonosze 16-18km
Niedz  Karkonosze 8km + górska przebieżka 6km

Suma przebiegnietych km: 55 km

Wtorkowy Key Run Workout #1 to jeden z przyjemniejszych biegów: interwały 1,2,1,1 km. Szybko i krótko, w dodatku z Blasem. W ogóle to najbardziej lubię właśnie te interwałowe biegi, zawsze się coś dzieje, trzeba pilnować tempa, a nie rozmyślać o tym, że się umiera;)

We wtorek zaliczona (jak obiecywałam sobie na początku miesiąca) godzinka ze sztangami. Bosz.. przez kilka dni czułam obolałe nogi i ręce. Koniecznie trzeba zrobić z tych zajęć stałą pozycję w tygodniowym planie!!

Nie polecam jednak przed kluczowymi biegami.. Nastepnego dnia miałam robić 16km w tempie maratońskim.. hmm nie wyszło, troche z powodu obolałych nóg, troche z lenistwa, troche ze zmęczenia (bieg ok godziny 22) i stresu w ciągu dnia. Zrobione 13 km, z czego 8 w tempie maratońskim, reszta nieco szybciej. Jak by było wcześciej myslę, że spokojnie dokręciłabym do 16;))

Piątkowy „prawie 30-sto” kilometrowy Key Run Workout #3 zasługiwał na odzielną relację. Tak samo jak weekend w Karkonoszach😉

Bieganie w Karkonoszach

W niedziele rano zaliczyłam jeszcze szybką przebieżkę trasą Maratonu.

Bieganie w Karkonoszach

W planie miałam biec do Śnieżnych Kotłów, ale pogoda, widoczność na 50m i dzikie zwierzęta (3 zające) mnie trochę przestraszyły. Jednak jestem człowiek z miasta, co z przyroda tak blisko na co dzień nie obcuje..

Bieganie w Karkonoszach

Podsumowujac: tydzień bardzo udany! Idąc dalej tym tropem, w kolejnym zamierzam dorzucić jogę (ashtangę oczywiście) i BodyPump. Może uda sie jeszcze nieco siłę poprawić przez te ostatnie kilka tygodni.

Za mna już 11 tygodni :

Relacja z Maratonu Karkonoskiego (oczyma kibica)

Miniony weekend upłynał pod znakiem gór i biegania. Jednak tym razem to nie ja biegałam, ale mój facet – Blase (vel Błażej). Interesujący jest fakt, że Blas nie jest biegaczem z definicji. Nie biega codziennie, czasem ze mną „w niedziele po mszy” jakieś dłuższe wybieganie i to wszystko.  Ma za to niezłą kondycję dzięki maratonom MTB (kilka lat startów) i karate. Ogólnie, to mu strasznie zazdroszczę, bo co gdzieś wystartuje to wybiega niezły wynik, bez specjalnego (patrz: ja) przygotowania.

Maraton Karkonoski 2011

Maraton Karkonoski 2011

Wycieczka zaczęła się wieczornym podejściem na Halę Szrenicką. Przyjemny wieczór, niespiesznie człapaliśmy, bo Bagira nie była zbyt happy, że trzeba naginać cały czas ostro w górę. W schronie po 2 godzinach zameldowała nas przemiła pani, która za pewne siedzi tam od lat 80-tych. Ze względu na psa dostaliśmy mniej luksusowy pokój – bez wykładziny. Hm..  pokój pamiętał pewnie czasy pierwszych wspinaczek Wandy Rutkiewicz.. i od tamtego czasu niewiele się zmieniło. No może oprócz ozdobników na ścianach pozostawionych po turystach, którzy przewinęli się przez te lata i prycze w pokojach.

Maraton Karkonoski 2011

Przynajmniej miałam okazję przetestować śpiwór w spartańskich warunkach;)

Maraton Karkonoski 2011

Sobota rano. Nerwówka przedstartowa – do Błażeja zaczyna docierać, że zaraz biegnie na Śnieżkę 21 kilosów i z powrotem!!! „Luzik, kochanie, sił starczy na pewno, przecież zjadłeś wczoraj nasze 2-dniowe zapasy! Poza tym ostatnio więcej trenowałeś – raz w tygodniu w babskim tempie jedno wybieganie;)) To więcej niż przed Twoim pierwszym Maratonem w Katowicach!” Ja tymczasem ładuje plecak pełen gadżetów, foto-ekwipunku, picia i żarcia na cały dzień kibicowania. Pogoda zapowiada się perfekcyjnie, lekki wiaterek, chmurki, lekkie słoneczko.

Zarąbiście tak się obudzić w górach z perspektywą 2 dni laby i sportu dookoła!

Maraton Karkonoski 2011

Maraton Karkonoski 2011

Na Szrenicy od rana ruch w interesie. Schodzą się zawodnicy, ich rodzinki, turyści. Jedni z buta, inni wjeżdżają kolejką z małym opóźnieniem. Zjawiają się też osobistości świata mediów

Marek Niedźwiedzki

Maraton Karkonoski 2011

i sportu

Maraton Karkonoski 2011

Marcin Urbaś, którego jak się okazało  postraszyliśmy Bagirą spotkaliśmy wczoraj wieczorem na trasie na Halę.

Maraton Karkonoski 2011

Oczywiście osobistości ze świata sportu biegowo-górskiego którego, wybaczcie ignorancję, zbyt dobrze (jeszcze) nie znam.

Maraton Karkonoski 2011

Gadu gadu, ostatnie nawadnianie, masowanie, rozgrzewanie, streczing. Cała ta fantastyczna rutyna przedstartowa.

Start opóźnia się 20 min z powodu kłopotów technicznych z kolejką.

Maraton Karkonoski 2011

Ja schodzę niżej i ustawiam się we wcześniej upatrzonej foto-miejscówie w okolicy Trzech Świnek. Tam jest dobry punkt: długa prosta, lekko z góry, dobry widok na start na Szrenicy. W końcu godzina 9:50 ruszają!

Maraton Karkonoski 2011

Szybka zmiana miejscówki, tak, żeby uchwycić biegaczy na zbiegu na tle skał Trzech Świnek. Biegną kolejne z 4 grup.

Maraton Karkonoski 2011

Jest i Blas! Jaki zadowolony;)))

Maraton Karkonoski 2011 - Blase

Poszli! Trasa Maratonu Karkonoskiego wiedzie grzbietem przez Śnieżne Kotły, Przełęcz Karkonoską, Słonecznik, Dom Śląski pod Śnieżką i w końcu na szczyt Śnieżki. Trzeba jeszcze tylko wrócić z powrotem i mamy 42,195 km.

W międzyczasie na trasie poznałam Piotrka – fotografa. Widocznie dzięki sprzętowi foto Blasa, wyglądałam na pro:)) Zrobiliśmy wycieczkę na Śnieżne Kotły, nawet nie wiem kiedy minął ten czas, tak nam się fajnie gadało! Wróciliśmy na metę na Szrenicę w sam raz na południowe piwko/kawkę i finisz najlepszych!

Maraton Karkonoski 2011 - meta

Meta znajdowała się na szczycie Szrenicy, dzięki czemu widać było ile wysiłku kosztował zawodników ten bieg, a zwłaszcza ostatnie 200 m ostrego podbiegu. Wielki szacun!!!

Maraton Karkonoski 2011 - blas meta

Czekam oczywiście na tego jedynego zawodnika! Jest! Wreszcie biegnie! Drobne kroczki niczym Anton Krupicka. Kurcze, na prawdę jest niezły!!! Czas: 5:00:13 h. Miejsce: 94 na 315 startujących. Ja dostałam ochrzan, ze powinnam wcześniej krzyczeć to by złamał 5h;))) Next time!

Maraton Karkonoski 2011 - meta

Potem już tylko relaksik, piwko, spotkania ze znajomymi, kibicujemy tym, którzy jeszcze biegną. Piękna impreza, piękna sceneria. Naprawdę bawiłam się super, poznałam kilkoro naprawdę fajnych ludzi, połaziłam cały dzień po górkach.

To był wspaniały weekend! Ciut ciut, zaczęło we mnie coś kiełkować, że też bym chciała Tu kiedyś pobiec.

Maraton Karkonoski 2011

Galeria moich zdjęć z imprezy do obejrzenia na moim albumie Picasa.