Nepal, EBC Gokyo trek: Dzongla > Chola Pass > Gokyo – dzień 13

Pobudka: 4:40

Wymarsz: 5:50

To będzie najdłuższy, najgorszy, a zarazem najlepszy dzień całej wyprawy.

W pokoju 8 stopni, na zewnątrz ziiiimno. W pokojach dookoła też słychać poranny ruch. Uff, na szczęście nie musimy sami ruszać w ciemność. Do przełęczy jest ok 3.5h marszu, a zaleca się być na miejscu nie później niż o godzinie 9-9.30. Później słońce roztapia lód wiążący kamienie i wspinającym się grożą kamienie spadające z góry.

Początkowo maszerujemy łagodną doliną, dość szybko, bo wiatr i zimno nie rozpieszczają. Przed nami i za nami ciągnie się peleton trekkersów. Wszyscy idą na lekko, plecaki niosą porterzy. Mi idzie się coraz gorzej, dodatkowo dołuję się, że nie jestem w stanie utrzymać tempa i powoli mijają nas grupki ludzi.

Chola Pass

Wejście na przełęcz Cho La (5420m) – ślisko i miejscami wspinaczka

Zaczyna się wspinaczka. Najpierw na dwóch kończynach, później już na czterech. Momentami nawet na czworaka, choć ponoć to nie jest prawdziwa wspinaczka;)) Jednak dla bezpieczeństwa przed ściągającym w dół ciężarem plecaka czasem łatwiej mi pokonać olbrzymie kamienie i szczeliny na kolanach. Wreszcie się rozkręcam, ale to chyba ze strachu, bo słonce zaczyna operować, a Blas z góry drze się “szybciej, szybciej, bo tu niebezpiecznie”. No to daję w górę ile wlezie! Mijam Chinkę, która chyba ze zmęczenia płacze.

W końcu docieramy do tzw siodła przełęczy. Widoki przepiękne, ciepło, ale to nie koniec emocji. Aby dotrzeć do bezpiecznego wypłaszczenia trzeba najpierw ominąć szczelinę brzeżną lodowca. Idzie się ścieżynką szeroką na 2 buty, po lewej skała, po prawej przepaść śnieżna, a w dole popękany lodowiec przykryty śniegiem. Robi wrażenie! Na szczęście tutaj nie mijamy się z nikim. Chola Pass

W końcu jest! Ścieżka w śniegu jaką pamiętam ze zdjęć! Przepięknie, cicho dookoła! Gęba sama cieszy się do mijanych ludzi. I vice versa, z resztą. Czuć atmosferę “osiągnięcia” czegoś szczególnego! Jestem mega szczęśliwa, a zarazem mam obawy przed ciągiem dalszym..

 Chola Pass  Chola Pass

Chola Pass Chola Pass

Ścieżka w śniegu przez siodło przełęczy Cho La

No to wykrakałam. Samo wejście na przełęcz – hardcore. Zwłaszcza z plecakiem 15kg! Dobrych kilka metrów wspinaczki po skale i lodzie, tuż nad szczeliną z jeziorkiem w dole!!! Nie powiem… autentycznie się boję. B pierwszy wchodzi i “zachęcająco”, mówi, że ciężko i żebym uważała gdzie nogi stawiam… tia… Gramolę się z kijami i plecakiem, wielkie kamienie, ciężko mi robić kroki bo nie sięgam tak daleko. B schodzi kawałek i zabiera mi plecak. Lepiej, ale nadal niebezpiecznie bo wszystko w cholerę oblodzone.

Chola Pass

“Bierz się w garść i zasuwaj!”

Wiszę na kamieniu, a tu nagle z góry zaczynają schodzić Szerpowie.. Wkurzam się, że nawet nie poczekają aż wejdę… Okazuje się, że chcą mi pomóc. W 3 sekundy jestem na górze! Nie wiem jak oni to robią, jak sobie radzą w takich warunkach i to w zwykłych trampeczkach z plecakami po 30kg (po 2 plecaki turystów)!Chola Pass - wejscie na

OMG! Zaraz spadnę!!! Tylko nie patrz na dół!

Jesteśmy!!! Chola Pass. 5420m. To już po raz trzeci wysokość powyżej 5200m. To naprawdę wspaniały moment! Po strachu, jakiego przed chwilą się najadłam, potrzebuję chwilkę na przyswojenie wydarzeń:)

  Chola Pass Chola Pass

Kontemplacja nad przepaścią – przełęcz Chola

Chola Pass - zejście

Zejście z ChoLa. Styl na: łowienie karpia

Chola Pass

Zejście z ChoLa Pass

Zejście z Chola dość niewygodne, po kamieniach i lodzie, parę razy ląduję na dupie w śniegu, ale ogólnie wspaniały dzień, po takich przeżyciach nawet plecak tak nie ciąży. W końcu schodzimy do suchej dolinki, po śniegu nie ma już śladu. Od tego momentu maszerujemy bez przerw ze 3-4h przez kolejne wzgórza (po drodze dwa takie na 5060m i 5160m) i doliny ku kolejnej osadzie ludzkiej na trasie – Dragnag. Idziemy i idziemy, wciąż wypatrując chatek, mijamy praktycznie zero turystów na trasie. Ostatnie 2h idziemy już tylko łagodnie w dół. Czuć, że zmiana wysokości dodaje sił, bo wcale nie ma potrzeby zatrzymywania się.

W Dragnag robimy krótki pit stop na Hot Lemon i ciastka. Tu nocuje większość wypraw po przekroczeniu przełęczy, jednak chcemy iść dalej, bo wg mapy to “tylko”  2 godziny do Gokyo. W większości przez lodowiec…

podgrzewacz wody - nepal

Podgrzewacze do wody w Dragnag – często spotykany widok w wioskach bez prądu

… i w tym cały szkopuł. Lodowiec Ngozumpa to ogromne morze kamieni, bez widocznie oznaczonego szlaku, pełen szczelin, obsuwisk i ukrytych jeziorek. Niestety można się pogubić (później okazało się, że para Brytoli, z którymi mieliśmy iść, właśnie tak się pogubiła) Przyznaję, mam schiza. Ale też chcę iść dalej. Późna, czyli około popołudnia, godzina nie sprzyja, bo żadnych wycieczek lub Szerpów na horyzoncie nie widać. Mimo wszystko decydujemy się iść. Jak plan, to plan!

Lodowiec Ngozumpa

“Zejście” do lodowca Ngozumpa. Jego ogrom robi wrażenie!

Lodowiec Ngozumpa

Żwirowisko lodowca Ngozumpa, bagatela, największego lodowca Himalajów

Idziemy ostrożnie, najpierw brzegiem urwiska, później wkraczamy już “do paszczy lwa”. Ścieżka prowadzi od jednego kopczyka kamieni do kolejnego. Czasem ciężko rozpoznać, co jest czym, kamienie przecież wszystkie identycznie wyglądają. Mój “sokoli” wzrok nie pomaga… Na szczęście mam pod ręką jednego sokoła, który przeprowadzi nas szczęśliwie na drugą stronę;)

Przejscie przez Lodowiec Ngozumpa Przejscie przez Lodowiec Ngozumpa

Przejście przez morze kamieni Lodowiec Ngozumpa

Lodowiec Ngozumpa i jego niespodzianki

Przejście zajmuje nam dokładnie 80 minut. Po głowie telepie mi się tylko jedna myśl: “gdzie kur*a jest wyjście z tej jeb*aj piaskownicy!”. Serio! Na koniec mam już serdecznie dość! Niestety daję upust swoim emocjom;)

Lodowiec Ngozumpa

Ktoś tu się wnerwia na kamienie..

W końcu jest. Widać drugi brzeg, odzyskuję nadzieję, że nie zostaniemy tu na zawsze. Szlak prowadzący do wyjścia to też sama przyjemność: momentami prawie pionowo w górę, nie wiadomo czy iść z kijami, czy może już lepiej na czworaka… Przyciąganie ziemskie i plecak też robią swoje…

Po wyjściu z lodowca, za kolejnym wzgórzem, w nagrodę naszym oczom ukazuje się przepiękne Gokyo nad szmaragdowo niebieskim jeziorem! To był długi dzień. I długi marsz (ponad 9h).

Notatki wyprawy do Everest Base Camp i Gokyo w Himalajach (sumiennie) prowadzone „live”, w czasie wyprawy (9-10.2011). Uzupełnione i wrzucone na 42 km and more po powrocie. Więcej na blogu w kategorii Nepal. Zobacz początek relacji z trasy lub kolejny odcinek😉

Advertisements

6 thoughts on “Nepal, EBC Gokyo trek: Dzongla > Chola Pass > Gokyo – dzień 13

  1. djk71 20 listopada 2011 / 18:27

    „Później słońce roztapia lód wiążący kamienie i wspinającym się grożą kamienie spadające z góry.” – to się nazywa motywator 😉
    Opis…. aż ciarki przechodzą po plecach. Musiało być rzeczywiście ciężko.

  2. Mlynarz 24 listopada 2011 / 20:07

    Jesteście szaleni! Podziwiam Was!
    Na piękną wyprawę się szarpnęliście. Przeczytałem z wypiekami na twarzy opis pierwszych trzynastu dni i… chcę jeszcze! 🙂
    Zdjęcia zapierają dech w piersiach. Coś cudownego!

    Gratuluję pomysłu i jego realizacji oraz silnej woli i walki z… przyciąganiem ziemskim i znaczną wysokością. 🙂

    Pozdrawiam!

  3. blasbike 24 listopada 2011 / 22:31

    Znowu chciałem nieśmiało dodać że lodowiec Ngozumpa to najdłuższy lodowiec Himalajów – 36 kilometrów 🙂

Możliwość komentowania jest wyłączona.