Maruda

Ogarnianie się w codziennej rzeczywistości tym razem przychodzi mi bardzo powoli. To samo tyczy się zdrowego jedzenia (ponad 2 tygodnie na GR20 na puszkach, Marsach, ciasteczkach, bez warzyw !!!)  i reżimu uporządkowania treningowego. Tydzień poprzedni minął wyłącznie na odpoczywaniu po trudach GR-a, lizaniu ran i przyzwyczajaniu się do chodzenia po płaskim. Aaa, no i oczywiście było dużo tego:

IMG_4294

Trzeba udobruchać obrażonego psa.

Razem z B spodziewaliśmy się także sporej poprawy kondycji i siły, a tu zonk! Nic takiego się nie stało. Jedyne co zauważyliśmy, to bolące kolana, zwłaszcza przy schodzeniu po schodach. Na wadze cudu cyferkowego też nie zauważyłam, choć po cichu liczyłąm. Hmmm, te cholerne francuskie spleśniałe sery! I canistrelli (lokalne ciastka z mąki kasztanowej). Trzeba się było lepiej pilnować…eh.

IMG_3793

Placek

Jak już sobie pomarudziłam przez tydzień jak mi źle, i jak mi sie nie chce, i w ogóle “dlaczego wakacje miały tylko 2 tygodnie” i “dlaczego musze chodzić do ^&@$^%$# pracy” to się wreszcie opamiętałam i w zeszły weekend odkurzyłam biegowe buty.

Ach, co to był za bieg!!! Mówię Wam! Prawie nie umarłam z tego nadmiaru szczęścia… Ciężki start, skwar, zadyszka, kolka, 100 przerw, strzelające kolana.. A to wszystko na całych 6 km przyjemniej trasy w trakcie zwiedzania okolicznych inwestycji budowlanych. To po to naginałam 2 tygodnie o górach ja się pytam?!

Na szczęście kolejny i kolejny bieg przypomniały nieco ciału o co chodzi i jak to robić, żeby nie nabawić się palpitacji serca przy pierwszej przebieżce. Każdy kolejny to poprawa. Jutro planuję aż 10-12 kilometrowe wyjście.

IMG_7179

Robiąc objazd po znajomych blogach, nie sposób nie zauważyć lekkiego poruszenia w stronę jesiennych maratonów. Wszak pozostało raptem kilkanaście tygodni, w zależności która jesienna opcję obierzemy, a to idealny moment na rozpoczęcie Planu. Jak juz pewnie wiecie, jestem mistrzem robienia Planów. Oczywiście i tym razem zaczyna mnie korcić…  Zastanawiam się czy jest w ogóle szansa na przygotowanie się w te 3 miesiące na 42 km?? Może lepiej zacząć (tak, dokładnie! zacząć!) od połówki? Niestety prawdą jest, że nie biegam ani dużo, ani specjalnie regularnie od paru miesięcy.  Chyba powinnam zmienić nazwę bloga na 10km and more.

Co myślicie? O maratonie, nie o nazwie;)

IMG_1350

Zabieram się zaraz za wspominki z GR-a i pisanie relacji, zanim totalnie zapomnę co i kiedy się działo. Mam nadzieję, że będzie mi się do niej wracało równie fajnie jak do Nepalu (ach, może kiedyś jeszcze tam wrócimy..).

GR20 – mission completed!

W niedzielę zakończyła wielka wędrówka (GR = Grande Randonnée). Daliśmy radę! Z pewnością było to więcej niż 42km and more! Natrzaskaliśmy ponad 200 km w stopach. Ponad 10 km przewyższeń w czworogłowych. Drugie tyle na zejściach w kolanach.  

Zaliczyliśmy niezliczone ilości górek małych i dużych. Nieustannie towarzyszyło nam morze kamieni. Wszędzie. Pod stopami, w butach, w namiocie, przed nami, za nami, w lesie czy na polanie. Cała wyspa wyglada jakby ktoś wziął i spuścił wór kamieni, które rozpierzchły się po całej okolicy!

W końcu GR20 zwany jest najtrudniejszym długodystansowym szlakiem Europy, wiec niby czego się spodziewałam?! Oczywiście doświadczeni górscy łazicy moga z tym polemizować, jednak dla mnie cała eskapada była nie lada wyzwaniem, ze wzgledu na trudny teren (nawiarzchnia + przewyższenia), wspinaczkę i przepaście (była nawet cicha panika), momentami skwar w drodze, plecór, który miał być lżejszy, no i, co tu dużo mówić, spartańske warunki bytowania przez całe 2 tygodnie:)) Przyznaję, nie doceniłam GR-przeciwnika i mało brakowało, a nie mogłabym nazywać siebie GR20 finisher🙂

Ponizej przedsmaczek foto-opowieści, jaką mam nadzieję spłodzić, gdy tylko się nieco ogarnę życiowo po prowrocie.

kORSYKA_GR20

Bonjour!

kORSYKA_GR20

Pogoda zmienną jest. Zwłaszcza powyżej 2 tys.

kORSYKA_GR20

Cyrk w drodze na Monte Cinto

kORSYKA_GR20

Dzień drugi. Klasyczne poszarpane skały gór Korsyki