GR20: Dziadek i kompresor i inni (część 1)

Wreszcie GR doczekało się na tyle mojej uwagi, że postanowiłam przysiąść i zebrać do kupy moje przeżycia. I foty, oczywiście. Nie ma sensu rozbijać opowieści na “dzień po dniu”, bo chyba byście się szybko pospali, choć i tak ostrzegam: będzie długo! Z resztą aż tyle się nie działo i nie zmieniało po drodze, w zasadzie tam każdy dzień  był do siebie podobny i niektóre dni serio zlewają mi się w jedno. Dobrze, że mam jeszcze przewodnik…

Dotarcie na Korsykę okazało się nie lada wyzwaniem logistycznym i zajęło mniej więcej tyle co rok temu wyprawa na drugi kontynent. Zaplanowałam podróż tak, abyśmy mogli zakosztować różnych środków lokomocji. I tak najpierw polecieliśmy Wizzererm do Mediolanu, następnie przesiadka do włoskiego PKP do Liworno, gdzie kolejnego dnia startował prom do Bastii na Korsyce, po czym autobusem i taxą wreszcie dotariśmy do Calenzany, gdzie oficjalnie staruje szlak GR20 z Pn na Pd. Dwa dni to wszystko trwało zanim mogliśmy walnąć się na pryczach w pierwszym na trasie gite d’etape (schroniska na kolejnych etapach).

 Milano centrale prom livorno

 prom livornohttps://42kmandmore.files.wordpress.com/2012/07/monica_geller_frizzy_hair.jpg?w=156

Najwyraźniej bryza morska mi nie służy. Niczym Monica na Barbados.

Nazajutrz startujemy wreszcie! Falstart. Okazuje się, że umknął nam mały drobiazg jak hektolitry wody jakie trzeba zabrać na trasę, a o 7 rano w takiej wiosce wszystko pozamykane. Cudem udaje nam się zakupić 1.5-litrowe butle Schweppesa i Coli od babci spod lady. Kto powiedział, że na trasie nie można się nawadniać napojami wysoko-słodzonymi?!

 gr10, korsyka, calvi gr10, korsyka, calvi, calenzana

Lekka obsówa, ale wreszcie ruszamy. Ach ten zapał świeżaka! Przed nami  kilka godzin marszu tylko pod górę. Nasze plecaki mają odpowiednio po ok 14 i 18 kg  (łącznie z napojami). No cóż, celowałam bardziej w dyszkę, ale nie wyszło;) Podchodzenie nie jest jednak ciężkie, na trasie jest sporo cienia i drzew, więc korsykańskie temperatury jeszcze nie dają nam popalić.

gr10, korsyka, dzien 1, etap1

gr10, korsyka, dzien 1, etap1 gr10, korsyka, dzien 1, etap1

Powoli wychodzimy z niższych zalesionych partii i docieramy w skałki. Przy pierwszym źródle (są oznaczone na trasie) wymieniam tonik na wodę. Uff. Powoli doganiamy innych trekkersów, którzy ruszyli bladym świtem. Na migi (Francuzi prawie nie mówią po angielsku) poznajemy tych, z którymi będziemy mijać się przez najbliższe dni. Co bardziej wyraziści dostają odpowiedni przydomki: dziadek i kompresor, przewodnicy, pakerzy, suche babcie, itp.  Wychodzimy na tyle wysoko, że widać wybrzeże w okolicy Calvi. Bosssko!

gr10, korsyka, Ortu di u Piobbu

Schronisko a poniżej, rozstawione gdzie popadnie, namioty do wynajęcia

Niespiesznie docieramy do schroniska Ortu di u Piobbu (1570m). Do spania dostajemy niebieską Quechua. Po tym jak zobaczyliśmy jak wyglądają wspólne sale w schronie, namiot wydaje się o niebo lepszą opcją. Przynajmniej masz swój bajzel tylko dla siebie:)

gr10, korsyka, Ortu di u Piobbu  gr10, korsyka, Ortu di u Piobbu

W nocy budzi nas łomot! To konie i osły łażą sobie między namiotami i rzeczami i skubią trawę. Zawał normalnie! Myślałam, że coś po namiocie zaraz przejdzie (bardziej obstawiałam te dzikie świnie, o których się naczytałam).

gr10, korsyka, Ortu di u Piobbu

Dzień drugi. Zaczyna się robić GR-owo. To znaczy góra-dół plus masa kamieni wszelkiej maści. Szlak wiedzie już głównie w terenie skalistym i wychodzi powyżej 2 tys. Pojawiają się pierwsze trudności: skalne płyty na dużej ekspozycji, szczeliny, uchwyty. Jest różnorodnie i ciekawie. Kolana nie mają co narzekać!

gr10, korsyka, Ortu di u Piobbu

gr10, korsyka, dzien 2 Klasyczne widoki na GRze

gr10, korsyka, dzien 2

Bocca znaczy przełęcz. Czyli mocno wieje.

Do drugiego schroniska Carozzu zejście trwa jakieś 2h i kilkaset metrów w dół po luźnych kamieniach i (g)łupkach. Tu dopiero kolana i stopy dostają w kość. Kije bardzo się przydają, można ich używać jak kule i przenosić obolałe nogi. Na samej końcówce wdajemy sie w rywalizacje z suchymi babciami (i dziadkami, ale oni są mało interesujący) i wygrywamy wyścig “kto pierwszy dotrze do schroniska i nie złamie nogi”. W nagrodę czeka na nas namiot stojący w samym środku mrowiska i kus-kus z kostką rosołową. Ach, piękne jest życie na szlaku! (No dobra, piwo też się przewinęło).

gr10, korsyka, dzien 2 gr10, korsyka, dzien 2

Dzień trzeci wydaję się krótki. Raptem 5h marszu, co daje jakieś 6 w trasie. Wyjątkowo szybko nam to schodzi i docieramy do przełęczy Bocca a i Stagnu, skąd jak na dłoni widać nasz dzisiejszy cel: Ascu Stagnu. Jedyne 700m w dole.

gr10, korsyka, dzien 2 Skalne płyty. Powyżej pojawiają się pierwsze łańcuchy.

 IMG_3202A IMG_3245A

Ascu to wymarły ośrodek narciarski (tak, ktoś kiedyś wymyślił, że chce na Korsyce na nartach jeździć!!!), jedno z 3 miejsc na szlaku GR20, gdzie można dojechać autem, dzięki czemu wybór jedzenia i warunki w schronisku są o niebo lepsze. Ceny niestety normalne. Ascu to też pewien punkt przełomowy, ponieważ zostajemy tu 2 noce i kolejnego dnia planujemy zrobić przerwę od ciężkiego plecaka i zdobyć Monte Cinto. Dla mnie to brzmi jak prawdziwa “przerwa”, bo czuję, że moje stopy już krzyczą od wiecznego ucisku kamieniami i ciężaru na plecach. W schronie dostaje nam się nawet 2 osobowy pokój, idealny na wypoczywanie. Wreszcie! Niestety w kranie dalej tylko zimna woda.

IMG_3329A Schronisko gite d’etape w Ascu. Nieopodal zielony stok narciarski i żelazne podpory po kolejce.

IMG_3343A IMG_3344A

   Revitaillement = uzupełnij zapasy. Najlepiej kiełbasą, która nigdy lodówki nie widziała.

Notatki wyprawy wzdłuż Korsyki trasą GR20 (1-15.06.2012) uzupełnione i wrzucone na 42 km and more po powrocie. Więcej na blogu pod tagiem GR 20. Aby otrzymać powiadomienie o nowych wpisach zapisz się do „Powiadomienia e-mailem” (po prawej). Zobacz początek relacji z trasy.

Advertisements

14 thoughts on “GR20: Dziadek i kompresor i inni (część 1)

  1. pepsieliot 4 lipca 2012 / 06:52

    Świetne zdjęcia, kapitalny reportaż, jestem zachwycona, dziękuję, owocek 🙂

  2. Kate 4 lipca 2012 / 07:45

    Dzieki, pepsi:) owocek, back!

  3. piotrek pe 4 lipca 2012 / 09:18

    Ładnie tam, ale jako osoba nie za bardzo ciepłolubna, zastanawia mnie temperaturą na gr20.
    Jak bardzo ciepło? Trzeba wychodzić wcześnie rano żeby nie katować się w pełnym słońcu?
    Ile płynów Wam schodziło dziennie?

    • Kate 5 lipca 2012 / 08:03

      Piotrek, własciwie tylko ponizej 1500 byl skwar na poczatku i na koncu treku. po drodze wiecej bylo dni pochmurnych niz pełnego słonca, a temperatura tak ok 20, choc nad ranem czesto ok 7 bywalo. Ogólnie pogoda bardzo zmienna była:) Jak bylo słonecznie to taszczyliśmy extra po ok 3L wody, jak srednio to po 2 i starczalo. Z rana wychodzic trzeba bylo wczesnie, ale nie szlelismy tak jak niektórzy.. Zazwyczaj ok 7.30, choć zdarzalo sie i o 9;)

  4. alasiesciga 4 lipca 2012 / 09:52

    Zaczytuję się, podziwiam i gratuluję 🙂

  5. Ania Orzech 4 lipca 2012 / 10:03

    Super wyprawa! Kurcze, aż się rozmarzyłam! Jaki macie aparat? Świetne zdjęcia!

  6. Wojtek 4 lipca 2012 / 13:11

    Zazdroszczę Wam wyprawy, extra fotki i reportaż 🙂

  7. Beata 4 lipca 2012 / 14:16

    Po zdjęciach i opisie widać, że było fantastycznie. Widoki mieliście piękne! No i pogratulować kondycji 🙂 Do czegoś to bieganie się przydaje 😉

  8. agnieszka 4 lipca 2012 / 21:26

    Takie opowieści mogę czytać codziennie:) czekam na kolejne odcinki:)

  9. Kate 5 lipca 2012 / 08:08

    Dzieki kochani za taki miły odzew:)))

  10. ekhm 20 sierpnia 2012 / 08:17

    Na tym zdjęciu wyglądacie jak na fotce z katalogu. 😉

Możliwość komentowania jest wyłączona.