GR20: czyli jak nie zrzucić faceta z urwiska (część 4)

Wydawało się, że od Vizzavony, gdzie osiągnęliśmy półmetek (odległości), dalsza wędrówka to już będzie pryszcz na dupie. Oj, jakże się myliłam. Wysokości może mniejsze, teren też może mniej skalisty, ale dzienne odcinki nieco dłuższe.

Generalnie cała impreza zaczęła mi się trochę dłużyć i nużyć. Coraz częściej zamiast pomykać się gdzieś wysoko pod słońcem, miedzy chmurami nad urwiskami, pokonywaliśmy hekto kilometry dolinami i lasami. Nazajutrz po osiągnięciu półmetka, gdzie nieco zaszaleliśmy z piwami, znowu w planie mamy etap łączony (11-sty i 12-sty = 11 godzin czystego marszu).

gr20-korsyka-034 gr20-korsyka-035

Po drodze można napotkać ciekawe okazy. Pozują niemal identycznie.

gr20-korsyka-036 gr20-korsyka-037

Kolejny korsykański pomysł na zimowy biznes. Wyciąg narciarski – niewypał.

gr20-korsyka-038 gr20-korsyka-039

Im bardziej zielony i śmierdzący, tym lepszy. Ser, nie krasnal.

IMG_9464

Wychodzi równiutko 30 km! Nogi w dupie, dostajemy stary namiot, a puszkowe pasta party okazuje się składać w 5% z mięsa… Sorry, to była kwestia przeżycia! Choć schronisko znajduje się przy szosie, ceny spania i żarcia jak wszędzie. Idziemy spać jak pogoda się psuje, taki też wita nas poranek.

gr20-korsyka-040

Naginamy dalej lasami, znowu coraz wyżej [tak w ogóle, to kończą mi się już słowa, jak można wciąż opisywać tę sinusoidę podróżną] aż docieramy znów do poszarpanych grani wododziału. Momentami wychodzi nawet słońce.

gr20-korsyka-004

Niestety na grani wichura wre. W gorszych momentach mam ochotę zawrócić, wieje tak,że prawie nie da się oddychać. Ludzie na przełęczach, gdzie siła wiatru jest największa, idą za ręce, albo na czworaka. W ten dzień serio mam ochotę zawrócić i udać się na PRAWDZIWE WAKACJE! Zwłaszcza, że morze jest na wyciągnięcie ręki…

gr20-korsyka-048 gr20-korsyka-049

gr20-korsyka-002

Niewyraźna mina, bo mi policzki fruwają na wietrze.

Gdyby nie parę istotnych powodów (kasa mi się skończyła, nie miałam soczewek, tchórz mnie obleciał), to może nawet bym zawróciła. Ale nie, Blas się uparł jak stary osioł i koniec (“Miał być cały GR, to nie zmieniaj planów!”, “Ja nie mam planów, tylko wakacje! ”, itd, itp). Oj było niemiło i nerwy puściły. Ponoć na takich wyprawach często zdarzają się tego typu akcje, gdy uczestnicy są już nieco zmęczeni swoim wiecznym towarzystwem i ogólnymi trudami drogi. Coś takiego przydarzyło nam się już na Gokyo Ri, które zdobywaliśmy pojedynczo;)

gr20-korsyka-044Trzeba się obkuć z trasy na kolejny dzień!

W końcu doczłapaliśmy przy beznadziejnej widoczności (16km, 2km przewyższeń) do schroniska Refuge d’Usciolu.  Jakby wrażeń było za mało, wieczorem mamy jeszcze problem z namiotami i do 9 koczujemy bez niczego, aż łaskawie pozwolą nam zająć jeden z wolnych namiotów. Nie obywa się bez “Jesteście we Francji, to mówcie po francusku.” Not nice, dude!

gr20-korsyka-055

Po wieczornych akcjach z pogodą i namiotami na szczęście wita nas nowy dzień.

gr20-korsyka-056 gr20-korsyka-001

Idylliczne obrazki na trasie

IMG_9480 IMG_9473

Manicure

Etap 14-ty też pamiętam jako nieco masakryczny. Miał być w miarę krótki, ale pobłądziliśmy i nadrobiliśmy dodatkowe X kilometrów przez wiochy, których nawet nie było w przewodniku. Potem dowiedzieliśmy się, że “fałszywe” znaki-szlaki to pomysł z przeszłości, gdzie w ten sposób ściągano ruch turystyczny na dół, po prostu dla kasy. W ten sposób nie zaliczyliśmy ostatniego 2-tysięcznika na trasie – Monte Alcudina. Co za strata..! Na dole czeka nas fajne schronisko, gdzie można gotować do woli, są przyjemnie eko-kibelki i prysznice z pseudo ciepłą wodą. Świętujemy 0.5 kg makaronu saute i 0.5l miejscowego wina. Life is beautiful again!

IMG_9479 gr20-korsyka-045

Wygląda na to, że nie “rozwiedziemy” się tym razem:)

Advertisements