Pasta fasolowa

To będzie chyba przepis o najmniejszej liczbie składników, jaki poznacie na 42K. Przepis banalny, do zrobienia na zasadzie połącz i zmiksuj. W sumie, całkiem jak przepisy Jurka w ”Jedz i biegaj”😉

pasta_fasolowa_0002

Dziś w menu: pasta fasolowa o smaku pomidorów suszonych. Pożywna i naturalna. Z dobrą dawką wege białka i węgli, co Ci mody dodadzą.

Co potrzebujemy?

  • fasola ok 300g (z puszki lub ugotowana, ja miałam jakąś małą białą)
  • pomidory suszone w oliwie

Jak się za to zabrać?

  1. Jak korzystamy z fasoli suchej to postępować wg. instrukcji na opakowaniu. Czyli moczyć kilka godzin, potem gotować. Jak korzystamy z puszki, to wiadomo.
  2. Wrzucić fasoklkę do blendera, dodać kilka pomidorów + trochę oliwy z zalewy (wszystko w zależności od upodobań).
  3. Blendować.
  4. Można dosolić, dopieprzyć.

Smacznego!
pasta_fasolowa_0002

pasta_fasolowa_0001 pasta_fasolowa_0003

Przyjemnego piątku życzę!

Reklama

Love Tatry

42kmandmore-Tatry_Zima-800px-22 

CZEMU??!! Czemu mi nikt nie powiedział, że mamy takie piękne góry w Polsce?!!! Naginam po nieznanych mi krajach, łażę przez GR-y jak jakiś francuski piesek, planuję kolejne podróże byle dalej od domu, a tu, na miejscu, niemal pod samym nosem są one – polskie Tatry. Nie było mnie tam dobre naście lat (grandma alert!).

Może to trauma z dzieciństwa, kiedy rodzice zmuszali nas do łażenia po górach? Oj, spotkać można takich męczenników na drodze do Morskiego…

1 listopad to był ostatni dzwonek na taki wypad. Plan pierwotny zakładał coś na kształt Tatra running (tylko za darmo!), ale czasu było mało, a i w serce gór jakoś trzeba było się przetransportować z manelami. Wyszło ostatecznie 3 dniowe: hike + run + hike. Czyli też dobrze:) Pierwotnie tez planowałam inną trasę na każdy dzień, ale akutat ostatnio dosypało śniegiem, a na to deszczem, wiec warunki wysoko były dosć trudne i na pewno nie na biegowe trampeczki.

Dzień 1: Bukowina – Gęsia Szyja – Morskie Oko – Czarny Staw – Morskie Oko

Pogoda nie rozpieszczała od rana, coś tam kropiło, ale i tak humory wyśmienite! Dodatkowo pan gazda podrzucił nas swoim rozklekotanym jeepem na sam początek szlaku. Ruszamy przez las. Jest bosko! Powietrze rześkie od porannej rosy. Zero ludzi. Wspaniały weekend przed nami!

42kmandmore-Tatry_Zima-800px-1 42kmandmore-Tatry_Zima-800px-3

Szarpanina na szlaku

Szybko dochodzimy na Rusinowa Polanę. Puściutko. Ruszamy wyżej. Szczyt Gęsiej Szyji niechcący przeoczyliśmy, bo nam się wydawało, że to za szybko, a poza tym gps pokazywał inną wysokość, a jak wiadomo Garmin jest namądrzejszy. Przyjemna wędrówka lasami, a ja tylko czekam na tego niedziedzia co zza krzaka wyskoczy, bo okoliczności wielce sprzyjające;) Kiedyś, będąc włąśnie w Morskim Oku po raz 1-szy sama (tzn bez starch) na wakacjach, na owego brunatnego jegomościa natrafiłyśmy z koleżanką. Trauma do dziś pozostała…

Na trasie do Morskiego miśka co prawda nie spotkaliśmy, ale 2 miśki. Idziemy sobie asfaltem, nabijamy się z turystów, jak to zwykle na wycieczkach bywa… a tu nagle: „Patrz, ktoś w dobsomach idzie! Buhaha!” Wyostrzamy wzrok.Niespodzianka! Olga, siostra Błażeja, razem z Mauko spacerują sobie wprost na nas;))) Gadu, gadu, my uciekamy do schronu, dziewczyny do Bukowiny, ale umawiamy sie na jutro na 5 Stawów.

42kmandmore-Tatry_Zima-800px-17 42kmandmore-Tatry_Zima-800px-18

Nasiadówa w MOKu

Dzień 2: Morskie Oko – Dolina Pięciu Stawów – Zawrat – Dolina Pięciu Stawów – Wodogrzmoty – Morskie Oko

Dzień drugo wita nas wspaniałym słońcem i ostrym górskim powietrzem! To czas na naszą biegową wycieczkę! Bierzemy tylko jeden plecak z foto i piciem, wiec ja nic nie niosę;) mam luz blues i mogę hasać jak kozica tatrzańska między urwiskami. (Ewidentnie komuś odbiło od tego powietrza!) Wdrapujemy sie przez Świstówkę, bo na Szpiglasowej ponoć ciężkie warunki i bez raków nie ma co ruszać. Biegniemy, gdzie się da, gramolimy się, gdzie sie nie da biec. Jest super! 

    42kmandmore-Tatry_Zima-800px-4 Young couple in mountains portrait

Wystarczy wyjechać z miasta i człowiek od razu szczęśliwszy!

Z resztą popatrzcie na te zdjęcia! Mówią same za siebie! W 5 Stawach mały pit stop na szarlotkę i dalej w drogę w góre na Zawrat. Idziemy w sumie bez planu, jak będzie źle to zawrócimy. Po drodze mijamy ludzi podkutych rakami i z czekanami! Zwłaszcza czekany dosć popularne i sporo ludzi miało przy plecakach. No nic, ponoć przy zejściu do Murowańca na druga stronę sie przydaja. Wierzymy na słowo. My na szczęście tam nie zmierzamy.

Mountains landscape, sunny day in Tatras

Na Zawracie wygwizdów i widoki zapierające dech! Napawamy się ze 3 sekundy i tył zwrot, bo dalej  w górę już sporo lodu. I z powrotem fruniemy do 5 Stawów, gdzie spotykamy się z Olgą (co to w międzyczasie zaliczyła Morskie tam i z powtotem!) i Mauko. Troche sie zasiedzielismy i w droge powrotną ruszamy jak się szaro robi. My z Blasem zbiegamy do asfaltu przy Wodogrzmotach już w totalnych ciemnościach. Dziewczyny pewnie jeszcze gorzej. W dół biegło się szybko i zwinne niczym te kozice, ale powrót do MOKa już lekko w górę i nudno, więc trochę zamulamy. Speeda dodaje nam fakt, że w schronisku kuchnię (a wraz z nią piwodajny bar) zamykają o 18! Uff. Ledwo zdążyliśmy. „Od razu po 2 poproszę! Na zapas.”  

 42kmandmore-Tatry_Zima-800px-7 42kmandmore-Tatry_Zima-800px-8

Degustator przy pracy

 42kmandmore-Tatry_Zima-800px-9 Hiking success, woman in winter mountains

    42kmandmore-Tatry_Zima-800px-14

 „Uważaj, ślisko!” Łup!!!!!

42kmandmore-Tatry_Zima-800px-16

Dzień 3: Morskie Oko – Wodogrzmoty – Polana Rusinowa – Bukowina

Druga wspaniale przespana noc na 12-osobowej sali i pakujemy się z powrotem. Traska podobna jak pierwszego dnia, tylko z ominięciem Gęsiej, gdzies po lasach. Ostatnie chwile na fotki i chillout w słoneczku. I wypatrywanie niedźwiedzia…

Przez te 3 dni zrobiliśmy ok 70 kilosów, każdego dnia po 23, więc pracowicie:) a nadal mamy wielki niedosyt Tatr! Jeszcze tu wrócimy!

Hasta la vista, baby!

42kmandmore-Tatry_Zima-800px-21

Już za chwilę… Tropiciel 9

Jako zwieńczenie tego szalenie nieścigowego roku startuję po raz kolejny (trzeci? czwarty?) w Tropicielu – przygodowym rajdzie na orientację. Nocnym. Żeby nie było za łatwo. Długość trasy przy perfekcyjnej nawigacji: 40 km. Ciekawe ile tym razem wyjdzie?

IMG_0908 Tropiciel zawsze rozgrywany jest o najbardziej sprzyjającej porze roku

tropiciel9 (banner ze strony organizatora)

Naturalnie, że biegam – Nike Free +3 Run

Jakiś czas temu Nike Running zrobił mi przemiłą niespodziankę i przesłał do testowanie jeden z modeli do biegania naturalnego – Nike Free +3 Run. Niespodziewany prezent to część promocji biegania kobiet w PL, a jednocześnie biegania naturalnego.  Butki testowały też Magda z Zosią, Sylwia, Marta i inne biegaczkowe blogerki. U nich możecie znaleźć zdjęcia świeżutkich najków, u mnie są już mocno zmaltretowane, bo ścieżki biegowe od dawna mam błotne.

Nike Free +3 Run - testowanie

Zapoznanie

Zabierałam się do tych butów jak pies do jeża. Od dawna. Z reguły wolę twarde buty (takie jak Adidas czy terenowe Cascadia), a tu przychodzi coś tak lekkiego i mięciutkiego, że praktycznie nie trzeba zakładać skarpetek! W międzyczasie naczytałam się o zbawiennych skutkach biegania naturalnego (po GR20 nie ominęły mnie kontuzje), a Blas już dawno przestawił się na minimalne podeszwy. Okazja, więc niejako sama do mnie przyszła. Zaczęłam od 4km przerywając bieg ze śródstopia odcinkami klasycznym stylem. But swoją konstrukcją wręcz wymusza odbicie z przedniej części stopy. Biegając w ten sposób ma się wrażenie lekkości, jak by nogi same niosły! Oczywiście do czasu, gdy poczujemy pracujące, przeważnie rzadko używane, mięsnie podeszwy, około kostki oraz łydkowe. Można sobie przypomnieć jak to jest mieć zakwasy po bieganiu;)    Nike Free +3 Run - testowanie

Rozkręcenie

W Nike Free biegam już ponad 4 miesiące, traktując je jako buty na krótkie dystanse (30-40 min), czyli akurat większość biegów w tygodniu jakie robię rano przed pracą. Zazwyczaj co drugi dzień. Teraz biegam na śródstopiu praktycznie bez przerw dystans = 6 km. Nie jest to może rewelacyjny postęp, ale przyjęłam zasadę: lepiej powoli i bez kontuzji. Czasem jednak odpuszczam, na rzecz normalnych butów, bo czuć spracowane rozcięgno podeszwowe.

Nike-Free-Run -3

Garść przemyśleń:

  • leciutkie, ale też dla lekkich osób (ja jestem wyjątkiem potwierdzającym regułę!)
  • elastyczna podeszwa współgra świetnie z dopasowaną cholewką, ale też nieźle zbiera kamyki (testowane na asfaltach i terenie)
  • minimalna różnica spadku pięta-palec i dość cienka podeszwa dają nam odczuć w pełni nierówności podłoża, ale też pozwalają na szybką reakcję na taki kontakt
  • angażują wszelkie mięśnie nóg od kolan w dół
  • dobra przyczepność i zwinność
  • jaskrawy design dla lubiących wyróżniać się w tłumie;)
  • i na koniec puenta: biegać ze śródstopia naprawdę można się nauczyć! Wcale się nie trzeba takim urodzić;)

Nike Free +3 Run - testowanie

Lotos? Lotom!

Uwielbienie

Na pewno będę kontynuować moją przygodę z naturalsami. Na razie dokładnie w takim stylu jak do tej pory, czyli biegając w nich ok połowę biegów, z czasem coraz dłuższych. Może niekoniecznie tak hardkorowo jak Blas (przetuptał na paluszkach bez skarpetek maraton w 3:29:59), ale mniej więcej w tym kierunku!

Jakby kogoś interesowało, więcej na temat serii Nike Free i całej idei biegania naturalnego u Nike’a znaleźć można na run-blogu u Mateusza.

42kmandmore yoga poses crowyoga crow pose

Zdjęcia jeszcze z wakacyjnej sesji. Powyżej próba zrobienia kruka (Bakasana). W mojej głowie to zupełnie inaczej wyglądało… Zdjęcie koleżanki w prawidłowej pozie kruka zapożyczone z tej strony.

Chuda pizza

Chuda pizza

Szybki przepis na przepyszny sobotni obiad, który uzupełni spalony po biegu glikogen węglowodanami, a mikro urazy mięśniowe wspomoże białkiem. A wszystko to w towarzystwie kolorowych warzyw. Spód pizzy to pszenna blada tortilla, której skład pominę milczeniem (E… ), jednak w połączeniu z resztą dobrych składników, całość także wychodzi zdrowo:)

Pizza jest tak prosta, że nawet moja siostra mogłaby ją zrobić i założę się, że byłaby zachwycona!

Pizza na tortilli

Co potrzebujemy? (na 1 pizzę)

  • tortilla
  • 2-3 pieczarki
  • 1 pomidor
  • pasta paprykowa (np taka albo ajwar, bez też się obejdzie)
  • dowolne dodatki: papryka, kukurydza, oliwki, fasolka (dodatkowe białko)
  • 1/2 kulki sera  mozzarella (albo inny dowolny)
  • zioła: bazylia, oregano
  • dodatek na zimno: awokado

Czas wykonania?

  • 5 min przygotowanie (więc nie narobisz się za bardzo!)
  • 10 min w piecu

Jak się za to zabrać?

  1. Posmaruj placka pastą paprykową. Jak nie masz – nic nie szkodzi, bez niej pizza też wyjdzie.
  2. Na to wszelkie dodatki jakie znajdziesz w lodówce: pieczarki, pomidor, fasolka itp
  3. Na wszystko nałóż ser w cienkich plasterkach
  4. Posyp ziołami
  5. Do pieca na ok 10 min (150°) aż brzegi nie zaczną się nieśmiało rumienić.
  6. Po wyjęciu posyp poszatkowanym awokado.
  7. Szamać aż do ostatniego okrucha!

Pizza - pusty talerz

Pozamiatane!