Tropiciel 9 – relacja z Twardogóry

Ups, I did it again!

Kolejny zaliczony Tropiciel do kolekcji! Policzyłam. To już czwarty zrobiony w całości od startu do mety, od wieczora do rana. Oprócz tego był jeden DNF sprzed roku (po 20-tu km do domu pojechałam, bo było mokro), ale to się wytnie. Wyszło nam 45 km w 10 godzin 15 minut, więc tylko 5 km bonusowe. Chłopaki, nawigacja na mocny plus!

Wystartowaliśmy ostatecznie we czwórkę jako team Serwus. Start dodatkowo z małym poślizgiem i po 22 jesteśmy na trasie. Drużyny startują w odstępach czasowych i każda ma inną kolejność zdobywania punktów. Początek idzie całkiem gładko, czas leci, sporo truchtamy, a nawet biegniemy. W pierwsze 2 godziny zdobywamy 3 punkty kontrolne (z 12  PK). Na każdym PK chłopaki pociągają wiśnióweczkę na rozgrzewkę. Ja tylko udaje, nie wiem jak by się to mogło skończyc w połączeniu z biegiem i izotonikiem.

Tropiciel 9 - bieg

Jest radość!

Od północy robi się nieco chłodniej, tempo nam nieco spadło, ale nadal podbiegamy. Zaliczamy kolejne PK, w sumie bez większego błądzenia. Nie wiem czy nawigacja idzie nam lepiej czy po prostu trasa łatwiejsza. Albo mamy już taka wprawę. Punkty zadaniowe także idą bez przeszkód: robimy kolejno tunel z przeszkodami, wspinaczkę, quiz na temat psów zaprzęgowych (naturalnie, błyszczę wiedzą). Niestety Robert zaczyna narzekać na starą kontuzje kolana. Tempo spada, coraz więcej maszerujemy.

Tropiciel 9 - sfora

Zaprzęgowce ze Sfory znudziły się zanim dotarliśmy i poszły spać

Jak maszerujemy, to i zimno się robi momentalnie. Zwłaszcza, że nadchodzą godziny, gdzie normalny człowiek kima zamiast szlajać się z czołówką po lasach. Wiśniowka dawno się skończyła. Rozmowy też jakby przycichły. Pobudzenie jednak zawsze następuje przy kolejnych PK. Robson bezbłędnie zalicza punkt ze strzelnicą, nie dostajemy, więc żadnych karniaków. Na kolejnym Lukasz opowiada bardzo brzydki dowcip, w nagrodę też puszczają nas wolno.

Tropiciel 9 - bieganko

Około godziny 4-5 robi się serio zimno. Ubieram cienkiego puchowca, którego noszę w plecaku (nota bene, super sprawa taki puch!), Blas zarzuca moją moherowa czapę na głowę. Człapiemy przed siebie, każdy sam we własnym świecie. Zdarza mi się łapać zwiechy w trakcie marszu albo wkręcają się niby sny. Nie wiem czy to przez brak koncentracji czy dłuższy  7-kilometrowy odcinek do kolejnego PK, ale błądzimy. Do przedostatniego punktu dochodzimy okrężna drogą, przez łaki i pola, jak jest już totalnie jasno. Mnie tez pobolewa kolano, ale jęczę tylko sobie pod nosem. Powoli czuć radość ze zbliżającej się mety.

Tropiciel 9

Zadanie ze wspinaczką po drzewie. Tego gościa tak na prawdę wciąga reszta drużyny.

Zaczynają się gadki w stylu: co zrobię/zjem/wypije jak dotrę do mety. Czyli przyjemne:) Na ostatnim PK ratują nas batonami, dokładnie wtedy jak czuję pierwsze poranne ssanie. Od ostatniego PK mam ochotę lecieć, ale jak drużyna to drużyna. Razem startujemy – razem finiszujemy. Wpadamy na metę powłócząc nogami na znak solidarności z kolanem Robsona. Na mecie czeka na nas już ciepełko, herbatka i papu. Szkoda tylko, ze wszystko jest z mięsem… Delektuję się sucha bułką. Jest wspaniale!

Tropiciel 9 - Kate na mecie

Serwusy na mecie

Tropiciel 9 - blas na mecie

Konsultacje z garminem

Zajęliśmy 17-te miejsce na 100 drużyn w naszej kategorii (40 km piesza). Gdyby nie przypadek z nogą, byłoby dużo lepiej. Optymistycznie zatem stawiam wyzwanie na wiosnę: Tropiciel 10 w 8h! Da się zrobić!

Tym razem mistrzu obiektywu był tak pochłonięty imprezą, ze nie pstryknął ani jednej fotki. Powyższe pochodzą ze zbiorów Tropiciela (autor: Mariusz Kieslich) oraz dzięki uprzejmości pewnego znanego wrocławskiego bikera😉 Dzięki Michał!

Pozdrowienia dla djk, którego poznaję tylko dzięki podpisanej szpanerskiej koszulce BS;)

Advertisements

6 thoughts on “Tropiciel 9 – relacja z Twardogóry

  1. djk71 13 grudnia 2012 / 20:45

    Zaraz tam szpanerskiej… Dzięki temu przynajmniej się ludzie Cię rozpoznają… i niektórzy mają odwagę (albo chęć) zagadać, bo okazuje się, że mijamy się na trasach, na zawodach, czytamy swoje blogi… i mimo, że siedzimy obok siebie to nie wiemy kto jest kto…
    Fajnie było choć kilka słów zamienić… Może następnym razem będzie trochę więcej czasu 🙂
    Do zobaczenia…

  2. Krzysztof Dziądziak 13 grudnia 2012 / 22:28

    Widzę, że 3/4 Psów Gończych nawet wstawione na blogu ;), czyli kolejnych czytelników tego bloga :). Pozdrawiam i „do zobaczenia” na kolejnych zawodach!

    • Kate 14 grudnia 2012 / 09:44

      hehe, no prosze, zupelnie przypadkowo zwabilam Psy Goncze na bloga:))) witam, witam!

      PS: dla tych co nie wiedza Psy Goncze startuja w Triopicielach prawie tak dlugo jak my z Blasem i sa niedoscignione! Zawsze koncza z powalajacym czasem i w pierwszej trojce!

  3. marcinkargol 15 grudnia 2012 / 19:45

    po przeczytaniu tego, co napisałaś, już się nie mogę doczekać okresu od kwietnia do grudnia, kiedy to numerem jeden u mnie będą starty w BnO… 🙂

  4. piotrek 16 grudnia 2012 / 12:44

    Gratuluję 17. miejsca!
    Na pekach jest jakiś bufet?

    • Kate 17 grudnia 2012 / 09:05

      Nie ma. Nawet wody. Wszystko na plecach. Albo szybko biegniesz;))

Możliwość komentowania jest wyłączona.