Niczym żółw ze skorupy

No wreszcie! Ruszyłam się i pobiegłam w zawodach. Tak ot. Bez spinki. Bez przygotowania. Khe khe, nawet bez biegania ostatnio niestety. Na dyszkę, czyli prawie umarłam na takich wysokich obrotach. Blas opłacił mi wpisowe już jakiś czas temu, wiec nie było gadania. Chłopak wkręcił sie ostatnimi czasy w to całe bieganie bardziej niż ja, więc trzeba mu pokazać gdzie jego miejsce…:)

przed_startem

Rozgrzewka przed startem

Moje miejsce to niestety na razie ogon. Na tyle mnie dziś było stać.  „Do the best, forget the rest” – jak mówi Tony Horton z P90X. Przemyśleń specjalnych nie mam, bo i oczekiwań nie miałam żadnych. Cieszę się po prostu, że pobiegłam, dobiegłam i nie umarłam:)

Ale, ale, nie zamierzam stać w miejscu, tylko powoli piąć się w górę. A i będzie ku temu okazja! Wrocławska Dycha to nowa biegowa inicjatywa we Wrocku. Zawody na 10 km mają mieć format Grand Prix i będą rozgrywane co miesiąc. Uważam, że to świetna okazja na kapkę adrenaliny  i sposobność, by zmierzyć się z sobą i własnym wynikiem z przed miesiąca. Liczę, że progres będzie. Co najmniej 3 minuty. Taki plus startowania w słabszej kondycji, że postępy przychodzą dosyć szybko:) Tak mi się wydaje…

Wroclawska Dycha

(źródło: ultimasport.pl)

life_zone

Reklamy

23 thoughts on “Niczym żółw ze skorupy

  1. Sonja 3 lutego 2013 / 21:24

    powodzenia! malutkimi kroczkami a na pewno osiągniesz te cele o których marzysz ;*

    • Kate 4 lutego 2013 / 08:00

      Sonja, dzieki! Marzenia marzeniami, ale wiecej trzeba robic:)))

  2. Galen 4 lutego 2013 / 06:02

    Pomysł fajny ale z wpisowym to ich trochę pogięło :]

    • Kate 4 lutego 2013 / 07:59

      No troche tak, w koncu to maly lokalny bieg, bez specjalnych nagrod, medali czy calej infrastruktury. Jak by chciec co miesiac starowac to ladna sumka sie robi;)

      • Galen 4 lutego 2013 / 09:33

        Dlatego nie startowaliśmy z Agatą 🙂

      • Kate 4 lutego 2013 / 10:17

        To next time na lewo;) jako zajac na przyklad!

  3. T. 4 lutego 2013 / 09:18

    No nareszcie ! Bieganie czasami dołuje ale niebieganie dołuje jeszcze bardziej…

    • Kate 4 lutego 2013 / 09:32

      Bieganie nie doluje, to inne rzeczy, najczesciej te poza nami, doluja. Z reszta, nie chce jakis smetow tutaj, wiec koniec marudzenia;PPP

  4. Dorota 4 lutego 2013 / 09:27

    Dziś dyszka , jutro dyszka wkrótce półmaraton a na jesień maraton! Kaśka – liczę że w końcu spotkamy się na jakiejś dużej imprezie!
    Ja w tym roku kończę koronę. zakusy mam w Warszawie na 4h, ale zobaczymy jak pójdzie. No i główny cel lata Chudy Wawrzyniec – zapisałam się na mój I bieg ultra 😉

    • Kate 4 lutego 2013 / 09:35

      noooooo dokladnieeee, Dorotka! Pokicam troche, moze nawet na polowke sie niebawem zdecyduje:)

      Pierwszy ultra? wow! mocarz z ciebie:)) w koncu ilez mozna klepac te asfatny, nie?

      • Dorota 4 lutego 2013 / 10:21

        haha mocarz to będzie po ukończeniu;-) na razie ciężkie treningi przede mną!
        Ty też pokicaj tu i tam i zobaczysz że na lato i jesień forma wróci z zdwojoną siłą!
        Pozdrawiam;-)

  5. ewa 4 lutego 2013 / 12:33

    no i pięknie 😀 pisz częściej 🙂

  6. Robert Podsiadly (@robert59p) 4 lutego 2013 / 13:32

    Kasiu a ja się cieszę, że Cię wreszcie spotkałem. Ja zamierzam biegać w każdej edycji o minutę szybciej, więc już w kwietniu powinnaś mnie przegonić.

  7. Flash 4 lutego 2013 / 16:13

    gdzie reszta relacji? tak fajnie się czytało, a nagle się urwało 😛

    • Kate 4 lutego 2013 / 21:37

      Flashu, będzie o czym pisać – będzie tez relacja:) na razie się rozkręcam;)

      ps: fajnie było Cie spotkać

  8. łóżka 180x200 5 lutego 2013 / 05:03

    Gratuluje sukcesu 🙂 ja bym sie nie ruszył w takie zimne dni 🙂

  9. Ewa 5 lutego 2013 / 08:36

    Trzymam kciuki, powodzenia!

  10. Ameba 5 lutego 2013 / 09:09

    Mnie bieganie wciągnęło w zeszłym roku. Przyjemność ze ścigania się ze samą sobą jest niesamowita. Doszłam do dystansu 21 km, a tu nagle niespodzianka – ciąża. No i skończyło się bicie rekordów, nastał czas dumnego truchtania z brzuszkiem. Teraz córcia jest na świecie, a ja marzę o powrocie na biegowy szlak 🙂 Pozdrawiam

  11. Gohs 5 lutego 2013 / 09:47

    Dzięki za słowa otuchy :))) Zazwyczaj myślę, właśnie tak jak piszesz, czyli liczy się mój progres a nie to co robią inni, ale wiadomo, czasami zdarzają się gorsze chwile 😉

  12. T. 5 lutego 2013 / 10:01

    Vincit qui se vincit – Zwycięża ten, kto pokona siebie…

  13. piotrek 5 lutego 2013 / 14:28

    Hej, a trasa równa czy góry/doliny jak w Trzebnicy?

Możliwość komentowania jest wyłączona.