I Nielegalny Półmaraton we Wrocku

Nieco spóźniona relacja z sobotnio-niedzielnego wydarzenia, aczkolwiek wątpię czy jest jeszcze ktoś, kto nie słyszał o wrocławskiej wpadce;) Na fejsie aż huczało z oburzenia!
halfmarathon_wroclaw21

Noga za głowę? Aha, jeszcze nie teraz.

Ten półmaraton miał być szczególnym – pierwszym od 2 lat większym biegiem. Ostatni raz pobiegłam połówkę w Grodzisku w 2011, gdzie dorobiłam się nowej anty-życówki. Od tamtej pory jakoś nie złożyło się, żeby pobiec zawody na więcej niż 10K. Dzięki temu, że organizatorzy zwiększali limit dwukrotnie, udało mi się załapać na pakiet i na Pola Marsowe, gdzie startowała impreza,  przyjechałam pełna nadziei i powera do biegu! Po cichu nawet liczyłam na życiówkę😉

halfmarathon_wroclaw20  halfmarathon_wroclaw22

19.00 – rozgrzeweczka, streczing i takie tam.

19.50 – “jeah! zaraz startujemy! jeszcze skoczę do tojtoja!”

20.00 – wciąż stoimy. “O kurcze, Garmin nie chce wystartować”

20.20 – wciąż stoimy.

20.30 – start przeniesiony na 21.00

21.00 – gotowi do startu…?!

21.10 – start przeniesiony na 21.30. W kolejce zaczynają się gadki o jedzeniu i obliczanie do której to wszystko potrwa. Idziemy po banany i wodę w okolice mety.

21.40 – gotowi do startu…?! Półmaraton ODWOŁANY.

Tak naprawdę to do końca nie wierzyłyśmy, bo u nas z tyłu w okolicy sektora „1:56-2:00” nic nie było słychać. W nadziei na dokładniejsze informacje przepychamy się z Anią na przód. Nagle w okolicy startu/mety tłum rozpoczyna bieg, jak by to był prawdziwy start! Plotka niesie, że “policja nie pozwala, ale i tak biegniemy!”. No to biegniemy! Zobaczymy co będzie dalej:)

halfmarathon_wroclaw11

Buzia sama się śmieje każdemu dookoła. I nie jest to tylko skutek biegowych endorfin, a raczej uczucia, że robimy coś fajnego wspólnego i NIELEGALNEGO:) Atmosfera jest niepowtarzalna, jak byśmy się wybrali na wesołą niezobowiązującą wycieczkę po nocnym Wrocku!

halfmarathon_wroclaw5

Po drodze mijamy policjantów, którzy sami chyba nie wiedza co robić. Niektórzy nawet rozdawali wodę, bo punktów odżywczych nie było już na trasie (swoją drogą, kto je zdążył już zebrać?). Kibice okazali się niewiarygodni! Aplauz i oklaski na trasie i mecie, sprawiły, że ta noc to było prawdziwe święto biegaczy!

halfmarathon_wroclaw1  halfmarathon_wroclaw2

halfmarathon_wroclaw4  halfmarathon_wroclaw6

Zrobiłyśmy ok 13 km trasy i zawróciłyśmy na metę nieco dziwną trasą, zahaczając o Wyspiańskiego, gdzie na 18-tym km wolontariusze, jako jedyni,  rozdawali zapasy izo i wody. Po drodze można się było przekonać, jak nielegalni pięknie zakorkowali miasto o północy:

halfmarathon_wroclaw3

halfmarathon_wroclaw7  halfmarathon_wroclaw8

halfmarathon_wroclaw9  halfmarathon_wroclaw10

Dla mnie całe wydarzenie miało pozytywny wydźwięk. Dało nową energię i motywację by na nowo postartować w biegach ulicznych, które mocno zmieniły się w ciągu ostatnich 2 lat (z kilkuset startujących na tysiące!)  Przykry natomiast pozostaje fakt, jak można było zorganizować imprezę na 4 tysiące ludzi i tak ich olać. Ani przeprosiny, ani lewe medale, ani zwrot opłat (tak słyszałam) nie wynagrodzi tym, co przyjechali z daleka na prawdziwy wyścig na 21 km i odjechali z kwitkiem.

Teneryfa – na dobry początek!

Wyglądało jakbym porzuciła bloga na dwa miesiące. Poniekąd. Sporo się u mnie działo, ale powoli wracam do rzeczywistości, jak widać choćby po wpisie z półmaratonu😉

Na przełomie maja i  czerwca spędziłam wspaniałe trzy tygodnie na Wyspach Kanaryjsich w towarzystwie mojego nowego męża🙂 Wycieczka była cudowna! Lepszego miesiąca miodowego nie mogłam sobie wymarzyć! Spodobało nam się do tego stopnia, że postanowiliśmy przedłużyć pobyt, będąc już na miejscu, gdy zbliżał się dzień powrotu. Ale od początku.

Wyspa nr 1. Teneryfa. Znana z plażowania i wylegiwania, drinkowania i imprezowania. Nie do końca. Dla nas to tylko miejsce lądowania Ryanaira, skąd ruszymy promem na naszą docelową wyspę – La Palmę.  Zostajemy jednak na 3 dni – chcemy zaliczyć najwyższy szczyt Hiszpanii, wulkan El Teide.

42kmandmore-20130429-1312IMG_2335-800px

Przy kieliszku i butelce wina. Tu się nic nie zmieniło!

Miasteczko Los Christanos, gdzie się zatrzymaliśmy, to jeden z największych ośrodków turystycznych na Kanarach. Pełne restauracji, barów, plażowiczów i emerytów z Wielkiej Brytani (wszędzie widać english breakfast). Znaleźliśmy tam jednak swoją miejscówę. Góra Guaza wyrasta tuż obok miasta przy zatoce i ma ok 500m npm.  Na szczyt prowadzą przyjemne kamieniste szlaki, w sam raz żeby zaliczyć poranną konkretną przebieżkę;)

42kmandmore-20130430-1946IMG_2904-800px

Góra Guaza nad Los Christianos – door to trail

teneryfa_1

Udaje się też znaleźć czas na jogę, zwłaszcza że co rano budzą mnie takie piękne widoki! Aż prosi się rozłożyć matę o świcie i zacząć dzień od powitania słońca. To moje jedne z moich ulubionych chwil na wyspie:)

42kmandmore-20130503-1401IMG_3290-800px 42kmandmore-20130503-1625IMG_3295-800px

Wydawać by się mogło, że w tropikach opychać będziemy się wypasionymi owocami, a tu porażka. Chyba nie sezon dla większości owoców. Jedyne co tacy maniacy owoców jak my możemy szmać w niemal nieograniczonych ilościach to banany i papaja. Kanarskie banany platanos są malutkie, często zielone i niesamowite w smaku! Bez porównania z tymi z supermarketów. Papaje natomiast są świetnym paliwem przed wycieczkami – są sycące i zawierają multum wody. Blas totalnie się od nich uzależnił!

42kmandmore-20130430-1224IMG_2440-800px

Wycieczka na Teide wymaga wypożyczenia samochodu, bez niego ciężko dostać się na środek wyspy, gdzie znajduje się wulkan. Szosa wije się zakrętasami aż do wysokości ok 2 tysiące metrów. Na szczyt Teide, a właściwie do przed-szczytu, można udać się koleją (10 minut), bądź z buta. Naturalnie wybieramy to drugie.

42kmandmore-20130430-1514IMG_2582-800px

Szlak nr 7 (dokładny opis szlaków) okrąża podnóże góry po lekko nachylonym pustynnym terenie, aby później ostro wspinać się wśród wulkanicznych skał do Schroniska, a następnie do stacji koleki. Stąd trzeba już mieć specjalne pozwolenie na “atak szczytowy”. Pozwolenie jednak trzeba zawczasu (nawet parę tygodni) załatwić przed stronę www, ponieważ na wąskim szlaku nie może przebywać na raz więcej niż 50 osób. Ta dość popularna praktyka na Kanarach ma chronić krajobraz i dziedzictwo naturalne wyspy, dlatego w górach kanaryjskich nie uświadczysz restauracji a la schronisko na Śnieżce czy parkingu na 100 aut.

42kmandmore-20130430-1841IMG_2816-800px

Niestety trochę nie przewidzieliśmy, że pokonanie 1500m w pionie to nie wycieczka na 2 godziny, ale dobrych kilka dymania w górę. Skończyła nam się i woda, i paliwko. Na szczyt zasuwa się po luźnych, osuwających się kamieniach wulkanicznych – pumeksach. Całkiem jak wielkiej kuwecie.  Na szczycie czekają na nas mega widoki i w nagrodę…  zbieg w dół! Love it! Staczamy się na sam dół ile tylko pary w nogach. Dodatkowo ostre słońce, walące centralnie nad głowami cały dzień, wykończyło nas porządnie. Blas tradycyjnie, jak co roku, spalił się na maxa… Nie ma to jak udana wycieczka na początek wakacji!

42kmandmore-20130430-1410IMG_2475-800px

42kmandmore-20130430-1450IMG_2519-800px

  Teneryfa u moich stóp

42kmandmore-20130430-1742IMG_2726-800px

Teide zaliczone, czas na kolejną wyspę!