Cujo

Kojarzycie książkę albo film Cujo, na podstawie Stephena Kinga? To horror o wściekłym bernardynie, co zabija ludzi. No więc wyobraźcie sobie, że biegniecie o poranku, przez słoneczne pola, dzień zapowiada się cudnie. Dobiegasz do piątego kilometra. Nawrót. I stajesz jak wryty. Sto metrów przed tobą stoi Cujo!!! No może nie dokładnie zabójczy Cujo, ale wielki bernardyn bez smyczy i właściciela.

Cujo bernardyn

(źródło: dogbreedinfo.com)

Cujo wydawał się bardzo zaciekawiony biegaczką i ruszył w moim kierunku. Skończyło się na tym, że przesiedziałam 10 minut w przydomowym ogrodzeniu na śmietnik (szykowałam się do przechodzenia przez płot, ale na szczęście było otwarte), aż Cujo łaskawie sobie poszedł w sobie tylko znanym kierunku.

CujoCujo (źródło: deathensemble.com, cultmoviesblog.blogspot.com)

Ja się pytam: co jest do cholery z tymi właścicielami tak niebezpiecznych psów?! Szlag mnie trafia za każdym razem jak mam taką akcję! A to nie pierwsza tego typu, miałam już „przyjemność” obcować z luzem puszczonym amstafem czy wielkim owczarkiem niemieckim. I nie chodzi tu nawet o biegaczy, ale o wszystkich ludzi, którzy przecież często spacerują tymi ścieżkami. Często ze swoimi psami, na smyczach, pod kontrolą. Tak ciężko postawić ogrodzenie?! Że mieszkasz prawie na wsi to znaczy, że wieś należy do Ciebie i Twojego psa?!

Sama jak wiecie jestem właścicielką psa. Też lubię puścić Bagirę luzem, żeby sobie swobodnie pobiegała. Zawsze jednak mam oczy dookoła głowy i reaguję na na to co się dzieje wokoło mnie. Pomimo tego, że Bagira jest bardzo łagodnym psem, nigdy nie zostawiłabym jej samopas, żeby sobie hasała koło domu.

A Wy, mieliście podobne akcje z Cujo? Jakie macie sposoby?

Bye bye 2012!

koniec roku 2012

(kolejność i zdjęcia przypadkowe)

  1. Na piwie.
  2. Uśmiech proszę!
  3. Tatry biegowo.
  4. Też Tatry
  5. Ad hoc na Ślężę. Zima. W cholere śniegu.
  6. Ślęża znowu. Lato.
  7. Najdłuższy bieg w tym roku. Pomarzyć se można…
  8. Karkonosze, Świeradów. Bagira na polowaniu.
  9. Nike Free czyli bieganie na paluszkach.
  10. Cross między Mostami 13km – jedyne zawody w 2012. Po zawodach – dół.
  11. MiCoach – przebieżki jesienne wg planu.
  12. Karkonosze, Dom Śląski.
  13. Sałatkowo. Zdrowo. Zielono mi.
  14. Tatry again.
  15. Fraszka na orientację.
  16. Wsiogging z miCoachem.

Maruda

Ogarnianie się w codziennej rzeczywistości tym razem przychodzi mi bardzo powoli. To samo tyczy się zdrowego jedzenia (ponad 2 tygodnie na GR20 na puszkach, Marsach, ciasteczkach, bez warzyw !!!)  i reżimu uporządkowania treningowego. Tydzień poprzedni minął wyłącznie na odpoczywaniu po trudach GR-a, lizaniu ran i przyzwyczajaniu się do chodzenia po płaskim. Aaa, no i oczywiście było dużo tego:

IMG_4294

Trzeba udobruchać obrażonego psa.

Razem z B spodziewaliśmy się także sporej poprawy kondycji i siły, a tu zonk! Nic takiego się nie stało. Jedyne co zauważyliśmy, to bolące kolana, zwłaszcza przy schodzeniu po schodach. Na wadze cudu cyferkowego też nie zauważyłam, choć po cichu liczyłąm. Hmmm, te cholerne francuskie spleśniałe sery! I canistrelli (lokalne ciastka z mąki kasztanowej). Trzeba się było lepiej pilnować…eh.

IMG_3793

Placek

Jak już sobie pomarudziłam przez tydzień jak mi źle, i jak mi sie nie chce, i w ogóle “dlaczego wakacje miały tylko 2 tygodnie” i “dlaczego musze chodzić do ^&@$^%$# pracy” to się wreszcie opamiętałam i w zeszły weekend odkurzyłam biegowe buty.

Ach, co to był za bieg!!! Mówię Wam! Prawie nie umarłam z tego nadmiaru szczęścia… Ciężki start, skwar, zadyszka, kolka, 100 przerw, strzelające kolana.. A to wszystko na całych 6 km przyjemniej trasy w trakcie zwiedzania okolicznych inwestycji budowlanych. To po to naginałam 2 tygodnie o górach ja się pytam?!

Na szczęście kolejny i kolejny bieg przypomniały nieco ciału o co chodzi i jak to robić, żeby nie nabawić się palpitacji serca przy pierwszej przebieżce. Każdy kolejny to poprawa. Jutro planuję aż 10-12 kilometrowe wyjście.

IMG_7179

Robiąc objazd po znajomych blogach, nie sposób nie zauważyć lekkiego poruszenia w stronę jesiennych maratonów. Wszak pozostało raptem kilkanaście tygodni, w zależności która jesienna opcję obierzemy, a to idealny moment na rozpoczęcie Planu. Jak juz pewnie wiecie, jestem mistrzem robienia Planów. Oczywiście i tym razem zaczyna mnie korcić…  Zastanawiam się czy jest w ogóle szansa na przygotowanie się w te 3 miesiące na 42 km?? Może lepiej zacząć (tak, dokładnie! zacząć!) od połówki? Niestety prawdą jest, że nie biegam ani dużo, ani specjalnie regularnie od paru miesięcy.  Chyba powinnam zmienić nazwę bloga na 10km and more.

Co myślicie? O maratonie, nie o nazwie;)

IMG_1350

Zabieram się zaraz za wspominki z GR-a i pisanie relacji, zanim totalnie zapomnę co i kiedy się działo. Mam nadzieję, że będzie mi się do niej wracało równie fajnie jak do Nepalu (ach, może kiedyś jeszcze tam wrócimy..).

Święta, święta i po świętach

IMG_5402IMG_5407

No niestety, skończyło się leniuchowanie.

Te święta udało się spędzić dokładnie tak jak sobie tego życzyłam. Było rodzinnie, sielsko, sportowo, słodko, pysznie, aktywnie, towarzysko, psiarsko, leniwie itd. Rodzinka Blasa, u której po raz pierwszy spędzałam święta Bożego Narodzenia, wspaniale mnie ugościła i pozwoliła zapomnieć o własnej (chlip, chlip). Dodatkowo, domek na skraju lasu i nowe fajne towarzystwo do biegania (tak, Olga, Ty;)), czego można chcieć więcej!

IMG_5391 IMG_5398

IMG_5443 IMG_5348

IMG_5444 IMG_5510

Najpierw tradycyjnie wielkie pichcenie, potem tradycyjnie pałaszowanie.

IMG_5475 IMG_5476 IMG_5479

Jedyne czego trochę brakowało to śnieg. W zamian była temperatura 8 stopni na plusie! Niewiarygodne!

IMG_5470

“Co tam śnieg jak można takie mięciutkie błotko zaliczyć!”

Największą niespodziankę sprawiła mi Bagira. W czasie tych trzech dni przebiegła ze mną.. 24 kilometry!!! Wow! Co jest absolutnym hitem przy jej leniwym charakterze;) Czyżby moje próby trenerskie przynosiły rezultaty?! Może trochę. W większości pewnie była to chyba zaleta licznego towarzystwa (Olga, psy i czasem Blas) tej biegowej sfory oraz (jak nie przede wszystkim) zapachów zwierzyny jakimi przyciągał las. A było ich na prawdę sporo! Sarny i zające i inne psie marzenia;)

IMG_5372 IMG_5379

Przygotowania do startu, chwila na pamiątkowe zdjęcia

IMG_5374

“Bagusia, pamiętaj czego pani uczyła! Piękny uśmiech do kamery i jedziemy!”

IMG_5375

Reksio (ten cielaczek na 1-szym planie) się podkręcił za bardzo, że aż z kadru wyskoczył

Olga, siostra B (także od niedawna prowadzi bloga na MP), jest jedną z osób, które udało mi się wciągnąć swiego czasu w bieganie. I to z jakim rezultatem! Okazało się, że ma niezłe predyspozycje biegowo-wytrzymałościowe. Dołóż do tego silny uparty charakter, setki przebieganych kilometrów, zawodów i w tym roku zrobiła 3:34h w maratonie. Szacun!!! Hmm… może jak bym się bardziej przyłożyła.. buhaha..

IMG_5384

Poszły!!!

A właśnie.. Czas by powziąć jakieś decyzje odnośnie wiosennych startów, bo ani się obejrzę i będzie tak jak z Biegiem Sylwestrowym w Trzebnicy:/ Jak się wreszcie namyśliłam, żeby pobiec na luzie, na rozkręcenie nowego sezonu, to zapisy zamknięto… Wrrr.

Bilans świąteczny:
Olga – 34km <— kujon
ja – 27km  <— perfecto!
Bagira – 24 km <— perfecto!
Blas – tylko 9km <—– buuuuu, wstyd!

IMG_5436

Jak romantycznie… (a gdzie Błażej?)