Wspominki: La Palma i Transvulcania 2013

Poniższy post jest częścią mojego treningu mentalnego pod mediamaraton na Transvulcani (27km, 1900m w górę). To już za niecały miesiąc! Treningi JAKOŚ idą, ale nie jest to ilość (2xtydzień) jaką widziałabym w planie przed biegiem górskim na ponad 4 godziny:/ Po prostu nie da się zrobić wszystkiego, więc robię tyle ile się da:) Zwłaszcza, że w innych sferach życia dużo się dzieje (nowa „kariera zawodowa” jako nauczyciel jogi i edukacja w tym kierunku), co mnie niezwykle cieszy i daje siłę na wszystko inne.

Zbiór zdjęć poniżej to część wizualizacji mojego startu na La Palmie. Im szybciej i lepiej go oswoję, tym pewniejsza siebie stanę na starcie! Znajome miejsca, cudne wspomnienia, pełen chillout, wszystko będzie dobrze.

La Palma, Fuelkaliente, Transvulcania

Świeżutki ultra mąż:*

La Palma, Los Muchachos, Transvulcania

Najwyższy punkt na LP – La Roque de los Muchachos. Można tam podjechać autem z Santa Cruz (około 1.5h) krętym asfaltem, jadąc ok 20-30km/h  albo zostawić auto nieco niżej (np w pobliżu Pico de Nieve) i dobiec granią aż na sam szczyt. Ta granią biegnie też trasa Transvulcanii. Słońce potrafi naprawdę mocno przysmażyć, wiec trzeba pamiętać o wodzie w odpowiedniej ilości! Na szczęście dla nieprzygotowanych na szczycie znajduje się mały kranik z wodą. W gorący dzień może uratować życie!

La Palma, Los Muchachos, Transvulcania

Trasa z Pico de Nieve na Los Muchachos cały czas biegnie na odsłoniętym terenie z wspaniałymi widokami dookoła i licznymi podbiegami do pokonania. Serio, nudzić się nie można!

La Palma, Los Muchachos, Transvulcania

Kolejny widoczek z grani. Często, gdy na dole nie ma pogody albo jest pochmurno, na Los Muchachos powyżej chmur, można się cieszyć piękną pogodą.

La Palma, Los Muchachos, Transvulcania

 Bidonowa sesja

La Palma, San Antonio vulcan, Transvulcania

Wulkan San Antonio w pobliżu Fuencaliente. Podjechać można prawie pod sam szczyt, wejście płatne. Chyba, że wybierzesz się na romantyczny zachód słońca:) Całkiem niedaleko (ok 3 km w kierunku latarni we Fuenkaliente) jest nieco mniejszy i bardziej dziki wulkan Teneguia. Tereny na południu w pobliżu Fuenkaliente najbardziej przypominają klimatem kosmiczne księżycowe  widoczki z filmów.

La Palma, San Antonio vulcan, Transvulcania

La Palma, San Antonio vulcan, Transvulcania

Plaża w Tazacorte. Można poprażować na czarnym piasku bądź zjeść drapieżną rybę, co smakuje jak wołowina. Btw, to była ostatnia moja ryba w życiu (nie licząc sushi, ale to na surowo). Do Tazacorte zbiega z wysokości około 1000m trasa Transvulcanii. Miasteczko żyje imprezą, ludzie sobie siedzą, piją browarki i gorąco dopingują zmasakrowanych biegaczy. Zmasakrowanych, bo na tym odcinku naprawdę dostają w kość: nie dość, że zbieg trudny technicznie z 1000m do poziomu morza, to i różnica temperatur mocno odczuwalna! Ja pamiętam, że na dole był niezły skwar! Z Tazacorte ultrasi mają jeszcze (jakby tyle było mało!) do  pokonania 500m w pionie do miasteczka Los Llanos, gdzie jest meta.

La Palma, San Antonio vulcan, Transvulcania

La Palma,Fuelcaliente lighthouse, Transvulcania

Przed startem Transvulcania La Palma 2013. Piękna, wzruszająca chwila!!! 6.00 rano. Start z poziomu morza. Stąd przez najbliższe 18 km będzie tylko w górę. Najpierw startuje ultramaraton, pół godziny póżniej mediamaraton. Widok morza czołówek wspinających się z dołu – niezapomniany!

La Palma,Fuelcaliente lighthouse, Transvulcania

Prowadzi Kilian. Goni go jakieś tysiąc ultrasów. Ścieżka ma szerokość około metra, dlatego sznurek czołówek tworzy tak spektakularny widok. Pierwsze 2-3 km to taka wąska ścieżka, trudna nawierzchnia z luźnych pumeksowych kamyków,dookoła wulkany.  Na szczęście wystartować za szybko się nie da, wszyscy człapią jeden za drugim, jak w kolejce po chleb. To będzie ciężki kawałek, ponieważ jest dość stromo.

La Palma, Los Llanos, Transvulcania

Meta w miasteczku Los Llanos. Ultramaratończycy jak gwiazdy wbiegają na metę po czerwonym dywanie. Każdy. Dookoła wspaniałe wesołe święto biegania i opijania.   Jest! Udało się!

La Palma, Los Llanos, Transvulcania

Najlepsze żarcie na LP, oprócz mini bananów i papai, to GIGA sałatki z miejscowymi sosami zwanymi mojo rojo oraz mojo verde. Belissima!

La Palma. Wśród wulkanów w Fuenkaliente

Wracając do opowieści kanaryjskich…  Z Teneryfy po 2 dniach ruszyliśmy na naszą docelową wyspę – La Palmę. Wakacje na La Palmie wymyśliliśmy w sumie wspólnie. Miały być góry (ale bez przesady jak na GR20 w zeszłym roku), miało być morze i plaża, miało być aktywnie, ale czasem leniwie, miało być ciepło i słońce, owoce i wino. To właśnie moje podstawy dobrego wypoczynku. La Palma przerosła moje oczekiwania! Mogłabym tam zamieszkać na stałe!

42kmandmore-20130509-2044IMG_4079-800px

La Palma jest uznawana za najbardziej stromą wyspą na świecie, praktycznie cała pokryta jest górami, od samego morza. Ze wszystkich Wysp Kanaryjskich jest wysunięta najdalej na Oceanie Atlantyckim i oddalona od Teneryfy o 4 godziny podróży promem. La Palma nie jest typową wyspą-kurortem. Właścwie tylko w okolicach stolicy Santa Cruz de La Palma znajdują się większe plaże i hotele, gdzie można pojechać na normalne wakacje na leżaku. Cała reszta wymaga ruszenia pośladkiem;)

la_palma_map

My udaliśmy się na samo południe do wioski w pobliżu Fuelkaliente. Prosto w krainę bananów i wulkanów! Tam też, z poziomu morza, staruje szlak GR131, najdłuższy na wyspie, ciągnący się wzdłuż całej wyspy grzbietem. W centralnej części zawija po grzbiecie dookoła kaldery, by dalej spadać aż do poziomu morza na zachodzie wyspy, aż do miejscowości Los Llanos. Szlakiem tym wiedzie też Transvulcania – górski ultramaraton 83 km, który jest nie lada kąskiem dla największych wyjadaczy biegów terenowych na świecie. Okazało się, że Transvulcania odbywa się dokładnie w terminie kiedy jesteśmy na wyspie. No takiej okazji nie mógł przegapić Blas!

42kmandmore-20130512-1255IMG_4540-800px

Plantacje bananów

42kmandmore-20130502-1138IMG_2995-800px

Widok z tarasu: morze niby na wyciągnięcie ręki, a jednak 500m niżej

Nasza wioska sąsiadowała z największymi wulkanami na wyspie. W odległości 1-3 km mieliśmy wulkan San Antonio i Teneguia. Wyobraź sobie, wstajesz rano i wybiegasz na przebieżkę na szczyt wulkanu i z powrotem! W nogach masz 7 km, dobrych parę podbiegów, a w głowie górsko-morski obraz poranku na wyspie! Potem zasiadasz na tarasie, szamiesz kilogramową papaję i rozkoszujesz się widokiem na morze! Baj-ka po prostu!

42kmandmore-20130503-1255IMG_3162-800px-2 42kmandmore-20130503-1304IMG_3171-800px

  42kmandmore-20130503-1322IMG_3225-800px 42kmandmore-20130506-1652IMG_3797-800px

Po wyspie raczej ciężko poruszać się bez auta, nawet wspinając się do sklepu można niezłej zadyszki dostać. Na szczęście wszędzie jest w miarę blisko, w każde miejsce na południowej połowie wyspy można dojechać w 30 min. Nam najbardziej przypadły do gustu bananowe enklawy – miasteczka Los Llanos de Aridane oraz Tazacorte z wulkaniczną czarną plażą i muzeum banana. Mieszkańcy na La Palmie (na cełej wyspie ok 87 tys) są bardzo przyjaźni, widać, że nie mają jeszcze dość turystyki. Na całej wyspie mamy do dyspozycji gęstą sieć szlaków, które mogą wynieść nas grubo powyżej dwa tysiące. Serio, naprawdę jest gdzie łazić.

42kmandmore-20130506-1652IMG_3799-800px 42kmandmore-20130509-2008IMG_4014-800px

Wieczorny wypad na wulkan San Antonio

Couple hiking in forest Young woman running in mountains on winter fall sunny day

Lasy dookoła Los Canarios

Oczywiście posiedzieć na plaży też jest gdzie. Pomimo tego że mamy na co dzień morze na wyciągnięcie ręki, zjechanie na sam dół do morza to dobre 15 min samochodem. Plaże są malutkie, ukryte pośród skał i oczywiście czarne z drobnym wulkanicznym piachem. Woda czyściutka, choć przez czarne dno ma się inne wrażenie. Tłoku raczej nie ma, może w sezonie jest trochę więcej ludzi (my byliśmy na początku maja). Nawet nad najmniejszą plażą znajdzie się bar z piwkiem i tapas, jak to bywa w każdej kanaryjskiej wiosce, nawet jak w ciągu dnia ma trzech klientów na krzyż.

Man hiking silhouette in mountains, ocean and sunset

Teneryfa – na dobry początek!

Wyglądało jakbym porzuciła bloga na dwa miesiące. Poniekąd. Sporo się u mnie działo, ale powoli wracam do rzeczywistości, jak widać choćby po wpisie z półmaratonu😉

Na przełomie maja i  czerwca spędziłam wspaniałe trzy tygodnie na Wyspach Kanaryjsich w towarzystwie mojego nowego męża🙂 Wycieczka była cudowna! Lepszego miesiąca miodowego nie mogłam sobie wymarzyć! Spodobało nam się do tego stopnia, że postanowiliśmy przedłużyć pobyt, będąc już na miejscu, gdy zbliżał się dzień powrotu. Ale od początku.

Wyspa nr 1. Teneryfa. Znana z plażowania i wylegiwania, drinkowania i imprezowania. Nie do końca. Dla nas to tylko miejsce lądowania Ryanaira, skąd ruszymy promem na naszą docelową wyspę – La Palmę.  Zostajemy jednak na 3 dni – chcemy zaliczyć najwyższy szczyt Hiszpanii, wulkan El Teide.

42kmandmore-20130429-1312IMG_2335-800px

Przy kieliszku i butelce wina. Tu się nic nie zmieniło!

Miasteczko Los Christanos, gdzie się zatrzymaliśmy, to jeden z największych ośrodków turystycznych na Kanarach. Pełne restauracji, barów, plażowiczów i emerytów z Wielkiej Brytani (wszędzie widać english breakfast). Znaleźliśmy tam jednak swoją miejscówę. Góra Guaza wyrasta tuż obok miasta przy zatoce i ma ok 500m npm.  Na szczyt prowadzą przyjemne kamieniste szlaki, w sam raz żeby zaliczyć poranną konkretną przebieżkę;)

42kmandmore-20130430-1946IMG_2904-800px

Góra Guaza nad Los Christianos – door to trail

teneryfa_1

Udaje się też znaleźć czas na jogę, zwłaszcza że co rano budzą mnie takie piękne widoki! Aż prosi się rozłożyć matę o świcie i zacząć dzień od powitania słońca. To moje jedne z moich ulubionych chwil na wyspie:)

42kmandmore-20130503-1401IMG_3290-800px 42kmandmore-20130503-1625IMG_3295-800px

Wydawać by się mogło, że w tropikach opychać będziemy się wypasionymi owocami, a tu porażka. Chyba nie sezon dla większości owoców. Jedyne co tacy maniacy owoców jak my możemy szmać w niemal nieograniczonych ilościach to banany i papaja. Kanarskie banany platanos są malutkie, często zielone i niesamowite w smaku! Bez porównania z tymi z supermarketów. Papaje natomiast są świetnym paliwem przed wycieczkami – są sycące i zawierają multum wody. Blas totalnie się od nich uzależnił!

42kmandmore-20130430-1224IMG_2440-800px

Wycieczka na Teide wymaga wypożyczenia samochodu, bez niego ciężko dostać się na środek wyspy, gdzie znajduje się wulkan. Szosa wije się zakrętasami aż do wysokości ok 2 tysiące metrów. Na szczyt Teide, a właściwie do przed-szczytu, można udać się koleją (10 minut), bądź z buta. Naturalnie wybieramy to drugie.

42kmandmore-20130430-1514IMG_2582-800px

Szlak nr 7 (dokładny opis szlaków) okrąża podnóże góry po lekko nachylonym pustynnym terenie, aby później ostro wspinać się wśród wulkanicznych skał do Schroniska, a następnie do stacji koleki. Stąd trzeba już mieć specjalne pozwolenie na “atak szczytowy”. Pozwolenie jednak trzeba zawczasu (nawet parę tygodni) załatwić przed stronę www, ponieważ na wąskim szlaku nie może przebywać na raz więcej niż 50 osób. Ta dość popularna praktyka na Kanarach ma chronić krajobraz i dziedzictwo naturalne wyspy, dlatego w górach kanaryjskich nie uświadczysz restauracji a la schronisko na Śnieżce czy parkingu na 100 aut.

42kmandmore-20130430-1841IMG_2816-800px

Niestety trochę nie przewidzieliśmy, że pokonanie 1500m w pionie to nie wycieczka na 2 godziny, ale dobrych kilka dymania w górę. Skończyła nam się i woda, i paliwko. Na szczyt zasuwa się po luźnych, osuwających się kamieniach wulkanicznych – pumeksach. Całkiem jak wielkiej kuwecie.  Na szczycie czekają na nas mega widoki i w nagrodę…  zbieg w dół! Love it! Staczamy się na sam dół ile tylko pary w nogach. Dodatkowo ostre słońce, walące centralnie nad głowami cały dzień, wykończyło nas porządnie. Blas tradycyjnie, jak co roku, spalił się na maxa… Nie ma to jak udana wycieczka na początek wakacji!

42kmandmore-20130430-1410IMG_2475-800px

42kmandmore-20130430-1450IMG_2519-800px

  Teneryfa u moich stóp

42kmandmore-20130430-1742IMG_2726-800px

Teide zaliczone, czas na kolejną wyspę!

Love Tatry

42kmandmore-Tatry_Zima-800px-22 

CZEMU??!! Czemu mi nikt nie powiedział, że mamy takie piękne góry w Polsce?!!! Naginam po nieznanych mi krajach, łażę przez GR-y jak jakiś francuski piesek, planuję kolejne podróże byle dalej od domu, a tu, na miejscu, niemal pod samym nosem są one – polskie Tatry. Nie było mnie tam dobre naście lat (grandma alert!).

Może to trauma z dzieciństwa, kiedy rodzice zmuszali nas do łażenia po górach? Oj, spotkać można takich męczenników na drodze do Morskiego…

1 listopad to był ostatni dzwonek na taki wypad. Plan pierwotny zakładał coś na kształt Tatra running (tylko za darmo!), ale czasu było mało, a i w serce gór jakoś trzeba było się przetransportować z manelami. Wyszło ostatecznie 3 dniowe: hike + run + hike. Czyli też dobrze:) Pierwotnie tez planowałam inną trasę na każdy dzień, ale akutat ostatnio dosypało śniegiem, a na to deszczem, wiec warunki wysoko były dosć trudne i na pewno nie na biegowe trampeczki.

Dzień 1: Bukowina – Gęsia Szyja – Morskie Oko – Czarny Staw – Morskie Oko

Pogoda nie rozpieszczała od rana, coś tam kropiło, ale i tak humory wyśmienite! Dodatkowo pan gazda podrzucił nas swoim rozklekotanym jeepem na sam początek szlaku. Ruszamy przez las. Jest bosko! Powietrze rześkie od porannej rosy. Zero ludzi. Wspaniały weekend przed nami!

42kmandmore-Tatry_Zima-800px-1 42kmandmore-Tatry_Zima-800px-3

Szarpanina na szlaku

Szybko dochodzimy na Rusinowa Polanę. Puściutko. Ruszamy wyżej. Szczyt Gęsiej Szyji niechcący przeoczyliśmy, bo nam się wydawało, że to za szybko, a poza tym gps pokazywał inną wysokość, a jak wiadomo Garmin jest namądrzejszy. Przyjemna wędrówka lasami, a ja tylko czekam na tego niedziedzia co zza krzaka wyskoczy, bo okoliczności wielce sprzyjające;) Kiedyś, będąc włąśnie w Morskim Oku po raz 1-szy sama (tzn bez starch) na wakacjach, na owego brunatnego jegomościa natrafiłyśmy z koleżanką. Trauma do dziś pozostała…

Na trasie do Morskiego miśka co prawda nie spotkaliśmy, ale 2 miśki. Idziemy sobie asfaltem, nabijamy się z turystów, jak to zwykle na wycieczkach bywa… a tu nagle: „Patrz, ktoś w dobsomach idzie! Buhaha!” Wyostrzamy wzrok.Niespodzianka! Olga, siostra Błażeja, razem z Mauko spacerują sobie wprost na nas;))) Gadu, gadu, my uciekamy do schronu, dziewczyny do Bukowiny, ale umawiamy sie na jutro na 5 Stawów.

42kmandmore-Tatry_Zima-800px-17 42kmandmore-Tatry_Zima-800px-18

Nasiadówa w MOKu

Dzień 2: Morskie Oko – Dolina Pięciu Stawów – Zawrat – Dolina Pięciu Stawów – Wodogrzmoty – Morskie Oko

Dzień drugo wita nas wspaniałym słońcem i ostrym górskim powietrzem! To czas na naszą biegową wycieczkę! Bierzemy tylko jeden plecak z foto i piciem, wiec ja nic nie niosę;) mam luz blues i mogę hasać jak kozica tatrzańska między urwiskami. (Ewidentnie komuś odbiło od tego powietrza!) Wdrapujemy sie przez Świstówkę, bo na Szpiglasowej ponoć ciężkie warunki i bez raków nie ma co ruszać. Biegniemy, gdzie się da, gramolimy się, gdzie sie nie da biec. Jest super! 

    42kmandmore-Tatry_Zima-800px-4 Young couple in mountains portrait

Wystarczy wyjechać z miasta i człowiek od razu szczęśliwszy!

Z resztą popatrzcie na te zdjęcia! Mówią same za siebie! W 5 Stawach mały pit stop na szarlotkę i dalej w drogę w góre na Zawrat. Idziemy w sumie bez planu, jak będzie źle to zawrócimy. Po drodze mijamy ludzi podkutych rakami i z czekanami! Zwłaszcza czekany dosć popularne i sporo ludzi miało przy plecakach. No nic, ponoć przy zejściu do Murowańca na druga stronę sie przydaja. Wierzymy na słowo. My na szczęście tam nie zmierzamy.

Mountains landscape, sunny day in Tatras

Na Zawracie wygwizdów i widoki zapierające dech! Napawamy się ze 3 sekundy i tył zwrot, bo dalej  w górę już sporo lodu. I z powrotem fruniemy do 5 Stawów, gdzie spotykamy się z Olgą (co to w międzyczasie zaliczyła Morskie tam i z powtotem!) i Mauko. Troche sie zasiedzielismy i w droge powrotną ruszamy jak się szaro robi. My z Blasem zbiegamy do asfaltu przy Wodogrzmotach już w totalnych ciemnościach. Dziewczyny pewnie jeszcze gorzej. W dół biegło się szybko i zwinne niczym te kozice, ale powrót do MOKa już lekko w górę i nudno, więc trochę zamulamy. Speeda dodaje nam fakt, że w schronisku kuchnię (a wraz z nią piwodajny bar) zamykają o 18! Uff. Ledwo zdążyliśmy. „Od razu po 2 poproszę! Na zapas.”  

 42kmandmore-Tatry_Zima-800px-7 42kmandmore-Tatry_Zima-800px-8

Degustator przy pracy

 42kmandmore-Tatry_Zima-800px-9 Hiking success, woman in winter mountains

    42kmandmore-Tatry_Zima-800px-14

 „Uważaj, ślisko!” Łup!!!!!

42kmandmore-Tatry_Zima-800px-16

Dzień 3: Morskie Oko – Wodogrzmoty – Polana Rusinowa – Bukowina

Druga wspaniale przespana noc na 12-osobowej sali i pakujemy się z powrotem. Traska podobna jak pierwszego dnia, tylko z ominięciem Gęsiej, gdzies po lasach. Ostatnie chwile na fotki i chillout w słoneczku. I wypatrywanie niedźwiedzia…

Przez te 3 dni zrobiliśmy ok 70 kilosów, każdego dnia po 23, więc pracowicie:) a nadal mamy wielki niedosyt Tatr! Jeszcze tu wrócimy!

Hasta la vista, baby!

42kmandmore-Tatry_Zima-800px-21